- Gdy drużyna zajechała w nocy na klubowy parking, czekało tam na nią ponad 50 pseudokibiców - informuje gazeta. - Do autokaru wszedł przywódca fanów Legii, „zaprosił” ich na zewnątrz. Piłkarze sądzili, że czeka ich nieprzyjemna rozmowa, ale od razu zostali zaatakowani. Pseudokibice rzucili się na nich, uderzając głównie w tył głowy, z „liścia” w twarz. Tak, by czuli się upokorzeni, ale nie odnieśli większych obrażeń. Oberwał nawet asystent trenera Aleksandar Vuković. Bez szwanku wyszedł za to nowy szkoleniowiec Legii Romeo Jozak, który stał z boku. - opisał sprawę Przegląd Sportowy.

Chorwackie Večernji List opisało zajście z udziałem  rodaka na ławce trenerskiej Legii, jakoby Romeo Jozak miał uciec z miejsca bójki. Chorwat na łamach portalu sprostował jednak niefortunny tekst:

- Nie uciekłem z miejsca bójki! Jestem zdziwiony złośliwością chorwackich mediów, w Polsce nikt nie opublikował takiego kłamstwa. Po powrocie z Poznania czekała na nas grupa około 70-ciu kibiców. Ich przywódca podszedł do mnie i powiedział "Trenerze, to nie dotyczy pana, lecz zawodników". Wówczas kibice na oczach moich i sztabu szkoleniowego zaczęli się rozliczać z piłkarzami fizycznie. Potem mówili o rozczarowaniu występami mojego zespołu w dwóch ostatnich meczach. To dla mnie nowa, nietypowa sytuacja, a presja jest gigantyczna. Nie zamierzam się poddać.