Co z tego, że mają miliony w kieszeni, skoro tak naprawdę nic wielkiego w piłce nie osiągnęli – przyznał były bramkarz m.in. Legii Warszawa i Lecha Poznań.

Jego zdaniem mistrzostwa świata to dla piłkarzy impreza nawet większej rangi niż igrzyska olimpijskie, w których też uczestniczył. W Montrealu w 1976 roku zdobył z reprezentacją srebrny medal.

- Dla mnie mistrzostwa świata były ukoronowaniem kariery, a wspomnienia pozostały do końca życia. To były też takie trudne czasy dla Polski, stan wojenny. Atmosfera samych mistrzostw była fantastyczna, w drużynie również. Nie było żadnych podziałów, że ten z Widzewa, a ten z Legii. Wszyscy byliśmy razem. Tu widzę pewne podobieństwo – trenerowi Antoniemu Piechniczkowi też udało się tak fajnie złożyć tę reprezentację – opowiadał.

Zdaniem Mowlika, ostatni mecz z Czarnogórcami, choć zwycięski, nie był idealny w wykonaniu biało-czerwonych. Dlatego, pomimo awansu, piłkarzy i sztab szkoleniowy czeka jeszcze sporo pracy.

- Przy stanie 2:0 byłem niemile zaskoczony, bo nasi piłkarze pilnowali wyniku, patrzyli na zegar, żeby jak najszybciej to spotkanie się skończyło. Trochę zamieszania zrobiła bramka na 2:1 i ta sytuacja pokazała, że wiele pracy czeka nasz zespół. Szczególnie w grze obronnej. Wojtek Szczęsny też powinien popatrzeć na tę pierwszą bramkę. Nie chodzi mi już o sam strzał nożycami, bo to była klasa światowa. Natomiast chwilę wcześniej piłka leciała jak świeca w polu bramkowym. Mógł przewrócić rywali i spróbować wypiąstkować, nawet na kolejny rzut rożny – skomentował.

Jak dodał, poza wpadką z Danią (0:4), biało-czerwoni w eliminacjach spisali się bardzo dobrze. Zwrócił jednak uwagę, że w trakcie niektórych spotkań zdarzały się niepokojące sytuacje.

- Przypomina mi się pierwszy mecz z Kazachstanem, który zremisowaliśmy 2:2 prowadząc 2:0. Wczoraj w Warszawie mieliśmy taką małą powtórkę, tyle tylko, że udało się przechylić ten wynik na naszą korzyść. Można stracić bramkę, ale nie można przy tym tracić głów, a to nam czasami się zdarzało – podkreślił.

Były reprezentant Polski liczy, że Nawałka będzie jeszcze szukał nowych twarzy do kadry.

- Na pewno trzon tego zespołu pozostanie, ale kilka retuszy się przyda. Na pewno potrzebujemy kogoś na lewą obronę, przydałoby się wzmocnienie w środku pomocy i w ataku. Tak, żeby Robert Lewandowski i Arek Milik mogli grać razem – podsumował Mowlik.