Średnia widzów wynosi 22 465, prawie o 3 000 więcej porównując z analogicznym okresem z ubiegłego sezonu. Strzelono również więcej bramek - 2,72 na mecz. Nic w tym dziwnego kiedy w każdej kolejce można podziwiać wyczyny takich snajperów, jak Falcao, Cavani, Balottellego czy Fekira. Kamil Glik zaliczył tym razem średni występ w meczu z Olympique Lyon (nota 5), ale dalej utrzymał wysokie 11. miejsce w klasyfikacji l’Equipe ze średnią 6.

Jeżeli w najbliższą niedzielę w klasyku na Orange Velodrome PSG zgarnie komplet punktów z Marsylią może już okazać się nieosiągalny dla rywali.

Jeszcze nigdy w swojej historii paryżanie nie mieli tylu bramek po dziewięciu kolejkach. PSG ma na swoim koncie aż 29 bramek - wyrównali rekord Saint-Etienne z 1971 roku. Tym razem paryżanie mieli sporo szczęścia w Dijon. Neymar rozegrał najsłabszy mecz od kiedy zjawił się w stolicy Francji, a Kylian Mbappe pudłował na potęgę. Całe szczęście, że przytomnie zachował się reprezentant Belgii Thomas Menier, którego dwie bramki przesadziły o zwycięstwie paryżan w stolicy Burgundii w ostatnich sekundach meczu.

Pasjonująca walka roztoczyła się natomiast za plecami paryżan, Monako , jak nigdy zależne od Falcao, wielkiego nieobecnego w Lyonie, może nie wytrzymać tempa narzuconego przez sławne firmy jak Saint-Etienne, Marsylię i co ciekawe FC Nantes.

Waldemar Kita, wlaściciel Kanarków, trafił w dziesiątkę angażując włoskiego cudotwórcę Claudio Ranierego. Czy uda się włoskiemu szkoleniowcowi powtórzyć triumf z 2013 roku, kiedy doprowadził Leicester do tytułu mistrza Anglii, o tym nad brzegami Loary nikt nawet nie marzy. Jak na razie Nantes jest na piątym miejscu w tabeli Ligue 1 z 17 punktami na koncie.

"Kanarki" strzeliły zaledwie siedem bramek, straciły sześć. Ich gra jednak zachwyca. W niedzielę w derbach Atlantyku na Matmut Arenie zasiadło ponad 30 000 widzów, dawno nie zanotowano takiej frekwencji. Nie zabrakło polskich akcentów, polsko-francuski biznesmen, Waldemar Kita, zaprosił na swój koszt 1 000 kibiców.

Bramkę dla FC Nantes zdobył dobrze znany w Polsce (grał w Górniku Zabrze) "prezes" Prejuce Nakoulma. Łatwo zrozumieć dlaczego Kita nie chciał się go pozbyć podczas ostatniego mercato. Wiadomo jak to jest z powrotami Afrykanów z urlopu. Przez cztery mecze Ranieri (poza pierwszym meczem w Lille) nie uwzględniał piłkarza rodem z Burkina Faso w pierwszym składzie, ale już wszystko do do normy i Nakoulma rozegrał się na dobre ku zadowoleniu swojego pracodawcy.

W składzie Żyrondystów nie zabrakło tym razem Igora Lewczuka. Polak rozegrał całe spotkanie na prawej obronie, wielokrotnie włączając się w akcje zaczepne swojego zespołu. Otrzymał od l’Equipe notę 5, choć według mnie zasługiwał na punkt więcej. Ale ważne, że gra. To nawet dobra wiadomość dla Adama Nawałki, bo po kontuzji Łukasza Piszczka śmiało będzie mógł sięgnąć po Lewczuka.