Kołecki w sobotę zadebiutował w ringu, choć nie miał zamiaru przenosić się do boksu. Na gali w kopalni soli w Wieliczce miał stoczyć trzecią walkę na zasadach MMA. - Uczę się tego sportu, a najtrudniejsze są sparingi z zawodowcami – twierdził Kołecki przed walką.

Do sobotniej walki w Wieliczce, mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów wygrał dwa pojedynki. W Komorze Warszawa, 125 metrów pod ziemią, Kołecki miał rywalizować z Łukaszem Łysoniewskim (0-2). Było to dla niego nowum, bowiem wcześniej bił się w klatce.

Do ringu Kołecki wszedł przy muzyce z filmu "Rocky", ale ewidentnie energetyczny kawałek nie podziałał na niego pobudzająco. Dlatego już po kilkunastu sekundach doświadczony sportowiec upadł na deski, po tym jak rywal zaskoczył go kontrującym ciosem. Łysoniewski nie wykorzystał jednak sytuacji i nie dobił chwilowo bezradnego przeciwnika.

Chwilę później Kołecki opanował sytuację, choć niewygodne cepy Łysoniewskiego mogły kilka razy ponownie zagrozić byłemu sztangiście. Rywalowi byłego prezesa Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów po kilku minutach zaczęło jednak brakować sił i Kołecki zaczął okładać go mocnymi ciosami młotkowymi. Po trzech minutach było już po zawodach. Łysoniewski nie wytrzymał nawet pierwszej z trzech zakontraktowanych rund.

Szymon Kołecki (3-0, 3 KO) pokonał przez techniczny nokaut Łukasza Łysoniewskiego (0-3-0, 1 NC).