"Leśne Wilki" prowadziły przez większość spotkania, a ostatnią kwartę zaczynały wygrywając 88:75. Gospodarzom stratę udało się jednak zniwelować, kiedy do końca meczu pozostawało 29,4 s. Do remisu doprowadził Russell Westbrook, który 15 ze swoich 31 punktów zdobył w ostatnich pięciu minutach.

W kolejnej akcji dla Timberwolves trafił Karl-Anthony Towns (w całym meczu uzyskał 27 pkt oraz 12 zbiórek) i było 112:110 dla gości, a na zegarze pozostawało 8,9 s.

Piłka trafiła do Westbrooka, ale ten widząc, że nie ma szans na oddanie czystego rzutu poddł ją do Carmelo Anthony'ego. Pozyskany przed tym sezonem trzykrotny mistrz olimpijski trafił "za trzy".

Przyjezdnym z Minnesoty pozostało 4,7 s i nie mogli już wziąć przerwy na żądanie. Akcję musieli więc zaczynać spod własnego kosza. Taj Gibson cierpliwie czekał, aż któryś z jego kolegów uwolni się od obrońcy. Podał do Wigginsa, któremu opuszczenie własnej połowy ułatwił zasłoną Towns. 22-latek po przekroczeniu linii środkowej zdołał jeszcze zrobić trzy kroki i będąc na wprost kosza trafił na wagę zwycięstwa.

"Widziałem ile zostało mi czasu i starałem się podbiec tak blisko kosza, jak tylko to było możliwe. Wszystko w tej akcji zadziałało perfekcyjnie. Kiedy piłka opuściła moją dłoń, poczułem, że to idealny rzut" - przyznał Wiggins, który w całym spotkaniu zdobył 27 pkt.

Wśród pokonanych drugim strzelcem po Westbrooku był Anthony - 23 pkt. Problemy ze skutecznością miał natomiast Paul George. Trafił sześć z 20 rzutów z gry i spotkanie zakończył z dorobkiem 14 pkt.

Anthony Davis i DeMarcus Cousins poprowadzili New Orleans Pelicans do wyjazdowego zwycięstwa nad Los Angeles Lakers 119:112. Pierwszy uzyskał 27 pkt, 17 zbiórek i po trzy bloki oraz przechwyty, a Cousins dołożył 22 pkt, 11 zbiórek i osiem asyst.

W pokonanej ekipie znów blisko uzyskania tzw. triple-double był Lonzo Ball. W piątek 19-latkowi wybranemu z drugim numerem w tegorocznym drafcie zabrakło jednej asysty, a ostatni mecz zakończył z dorobkiem 13 asyst oraz ośmiu punktów i ośmiu zbiórek.

W trzecim niedzielnym spotkaniu Brooklyn Nets pokonali we własnej hali Atlanta Hawks 116:104.

Poprzedni sezon był pierwszym od 53 lat, w którym nie doszło do żadnej zmiany trenera. Obecny nie trwa jeszcze tygodnia, a już z pracą pożegnał się szkoleniowiec Phoenix Suns - Earl Watson.

"Słońca" były najsłabsze na Zachodzie w poprzednich rozgrywkach, a te zaczęły od trzech porażek, w tym dwóch bardzo wysokich - 76:124 z Portland Trail Blazers i 88:130 z Los Angeles Clippers. Ta pierwsza jest teraz najwyższą w historii klubu.

Watson pracował w Phoenix od 2016 roku i pod jego wodzą drużyna odniosła 33 zwycięstwa i doznała 85 porażek. Tymczasowo zastąpił go jego asystent Jay Triano.