Łukasz Kadziewicz: Kuba powiedz mi co jesz, by nie umrzeć od tych słodkości, które są wypowiadane pod twoim adresem? Ja sam jestem pierwszym piewcą twojego talentu. Jak łapiesz spokój i dystans do tego wszystkiego?

 

Jakub Kochanowski: Koledzy z klubu starają się mnie trzymać bardzo krótko, żebym zwyczajnie w świecie nie odleciał... (śmiech) Między innymi "Plina" i "Żuras" pilnują, by woda sodowa nie uderzyła mi zanadto do głowy.

 

Przychodziły takie momenty, że zaczynałeś "lewitować"? Wygrałeś wszystko, co było do wygrania w juniorach, zadebiutowałeś w seniorskiej reprezentacji, a do tego jesteś obecnie jednym z najjaśniejszych punktów w swojej drużynie. Nie przewróciło ci się trochę w głowie? To jest dobry moment, by być szczerym... (śmiech)

 

Takie rzeczy ciężko ocenić obiektywnie mówiąc o sobie samym. Myślę, że powinieneś o to zapytać ludzi z mojego otoczenia i to oni mogliby wystawić dokładniejszą "diagnozę". Osobiście wydaje mi się jednak, że na szczęście nie miałem takiego momentu.

 

Jak oceniasz swoją współpracę z Pawłem Woickim?

 

Nie słodząc absolutnie Pawłowi muszę przyznać, że jest to najlepszy rozgrywający z jakim miałem do czynienia, jeśli chodzi o granie z pierwszego tempa. Pomaga mi również to, że Paweł bardzo mi ufa i trzyma mnie pod grą. Dzięki temu mogę utrzymać się w pełnym gazie. Bardzo często jest tak, że do wystawianych przez niego piłek wystarczy po prostu dołożyć rękę.

 

Ostatnio słyszy się o konieczności odmładzania reprezentacji Polski. Czy widzisz szansę na zmianę szyldu młodzieżowej kadry i wejście do pierwszej drużyny "szeroką ławą"?

 

Powiem szczerze, że jeżeli coś takiego miałoby miejsce, to byłoby to spełnienie naszego grupowego marzenia. Wiele razy w naszym gronie rozmawialiśmy o tym, że fajnie byłoby w przyszłości spotkać się w seniorach. Wydaje mi się, że za parę lat będziemy mieli szansę, by razem bronić biało-czerwonych barw. Chętnie zabralibyśmy ze sobą trenera Sebastiana Pawlika.

 

Cała rozmowa z Jakubem Kochanowskim w załączonym materiale wideo.