Zarówno Leicester City, jak i Everton to w tym sezonie zespoły traktowane jako dostarczyciele punktów. W poprzednich sezonach wielokrotnie zachwycały, w tym zaś okupują okolice strefy spadkowej Premier League. Z The Toffees przed tygodniem pożegnał się Ronald Koeman, który miał być odpowiedzialny za zbudowanie prawdziwej potęgi na Goodison Park. Holendrowi jednak w tym sezonie szło fatalnie - mimo wydania dziewięciocyfrowej liczby na transfery jego zespół spisywał się grubo poniżej oczekiwań.
 
Czarę goryczy przelała kompromitacja przed własną publicznością, gdy po jego podopiecznych przejechał się Arsenal (5:2). Kolejkę po zwolnieniu Koemana Wayne Rooney i spółka raz jeszcze pozostali w polu przegranych i ulegli Leicester City 0:2. Tym razem na ławce trenerskiej gości pojawił się "napakowany" David Unsworth, który ostatnio przyznał, że posada menedżera Evertonu marzy mu się na stałe.
 
Był to mecz z gatunku tych o sześć punktów, bowiem oba zespoły notowały fatalną serię i potrzebowały punktów niczym tlenu, aby wyskoczyć z samego dołu tabeli. Dużo lepiej poradziły sobie Lisy, które po golach Jamiego Vardy'ego i pechowym samobóju Jonjoe Kenny'ego zapewniły sobie zwycięstwo w ważnym spotkaniu. Prawdziwym bohaterem meczu został jednak Demarai Gray, który efektownymi popisami indywidualnymi wypracował obie bramki.
 
W drugim z niedzielnych spotkań Brighton podzieliło się punktami z Southampton (1:1). Do siatki trafiali Steven Davis i Glen Murray. Na ławce rezerwowych Świętych raz jeszcze zabrakło Jana Bednarka.
 
Leicester City - Everton FC 2:0 (2:0)
Bramki: Vardy 19', Gray 29'
 
Brighton&Hove Albion - Southampton FC 1:1 (0:1)
Bramki: Murray 52' - Davis 7'