Mecz zaczął się doskonale dla gospodarzy, którzy już w drugiej minucie objęli prowadzenie po indywidualnej akcji Fedora Cernycha. Litewski skrzydłowy, w tym meczu ustawiony jako środkowy napastnik, najpierw uderzył zza pola karnego, trafiając w Lubomira Guldana, ale odbitą od obrońcy Zagłębia piłkę wbił już do bramki gości.

Lubinianie mogli bardzo szybko wyrównać. Dwie minuty później Jakub Świerczok znalazł się w sytuacji praktycznie sam na sam z Marianem Kelemenem, ale uderzył minimalnie obok prawnego słupka Jagiellonii. W 11. minucie słowackiemu bramkarzowi gospodarzy pomógł Ivan Runje. Zza pola karnego uderzył Bartłomiej Pawłowski, Kelemen piłkę odbił przed siebie i dzięki interwencji chorwackiego stopera Jagiellonii nie było dobitki.

Zagłębie uzyskało przewagę i wciąż było przy piłce, gospodarze cofnęli się w oczekiwaniu na kontrataki. I doczekali się w 17. minucie. Bardzo aktywny w tej połowie Cernych ograł obrońcę Zagłębia przy prawej linii boiska i zagrał piłkę na pole karne gości w taki sposób, że Karol Świderski tylko dopełnił formalności.

Po stracie drugiej bramki goście już z takim zapałem nie atakowali. Jagiellonia, gdy tylko mogła, dalej próbowała szybkiego ataku, ale do przerwy wynik nie uległ zmianie.

W drugiej połowie lubinianie grali w innym ustawieniu, wzmacniając środek pola. Pierwsi zaatakowali jednak gospodarze; najpierw groźne płaskie dośrodkowanie Cernycha wyłapał Martin Polacek, potem strzał Arvydasa Novikovasa poszybował nad bramką Zagłębia. W odpowiedzi w znakomitej sytuacji był Pawłowski, w ostatniej chwili zdołał wybić mu piłkę Łukasz Burliga.

W 54. minucie padł gol kontaktowy. Arkadiusz Woźniak przejął w polu karnym Jagiellonii prostopadłe podanie Adama Matuszczyka, a Jakub Świerczok płaskim strzałem trafił do bramki białostoczan.

Goście walczyli o remis, ale Jagiellonia wciąż groźnie kontratakowała; aktywny w tych akcjach był zwłaszcza Litwin Novikovas.

W 78. minucie właśnie on wyłożył piłkę Przemysławowi Frankowskiemu, a ten tzw. podcinką pokonał Polacka, podwyższając wynik. Kilka minut później Kamil Mazek miał szansę zmniejszyć rozmiary porażki, ale obrońcy Jagiellonii zdołali zablokować jego próbę strzału z pola karnego. W doliczonym czasie gry Jagiellonia miała kolejną groźną kontrę, Łukasz Sekulski zagrał w pole karne do Martina Pospisila, ale czeski pomocnik niezbyt dobrze przyjął piłkę i ułatwił interwencję bramkarzowi Zagłębia.

 

 

Jagiellonia Białystok - KGHM Zagłębie Lubin 3:1 (2:0)

 

Jagiellonia: Marian Kelemen - Łukasz Burliga, Ivan Runje, Gutieri Tomelin, Piotr Tomasik - Piotr Wlazło, Taras Romanczuk - Przemysław Frankowski (80. Cillian Sheridan), Karol Świderski (66. Martin Pospisil), Arvydas Novikovas (87. Łukasz Sekulski) - Fedor Cernych.

KGHM Zagłębie: Martin Polacek - Aleksandar Todorovski, Jarosław Jach, Lubomir Guldan, Sasa Balic - Arkadiusz Woźniak (72. Krzysztof Janus), Filip Jagiełło (65. Kamil Mazek), Jarosław Kubicki, Bartłomiej Pawłowski - Patryk Tuszyński (46. Adam Matuszczyk), Jakub Świerczok.

 

Bramka: 1:0 Fedor Cernych (2), 2:0 Karol Świderski (17), 2:1 Jakub Świerczok (54), 3:1 Przemysław Frankowski (78)

 

Żółta kartka - Jagiellonia Białystok: Gutieri Tomelin, Taras Romanczuk, Arvydas Novikovas. KGHM Zagłębie Lubin: Aleksandar Todorovski.

 

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów: 8 375.

 

Po meczu powiedzieli:

Piotr Stokowiec (trener KGHM Zagłębia Lubin):

Ten mecz źle się dla nas zaczął. Pierwszą połowę zagraliśmy dość naiwnie, ze składem mocno ofensywnym, ale okoliczności, w jakich traciliśmy bramki, były bardzo proste i prozaiczne. Dawaliśmy się łapać na kontry i dopiero w drugiej połowie odzyskaliśmy balans między defensywą i ofensywą i szkoda, że dopiero wtedy wróciliśmy do gry, po ciężkiej pierwszej połowie. Prowadziliśmy otwartą grę, postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Jagiellonia też miała swoje sytuacje i ta bramka na 1:3 trochę zamknęła mecz, chociaż nie poddawaliśmy się i dalej szukaliśmy bramek. Gratuluję Jagiellonii zwycięstwa, a my też pokazaliśmy, że potrafimy grać i jeśli wyciągniemy te dobre momenty z tego meczu, będziemy jeszcze groźni w tej rundzie, mimo ubytków kadrowych. Dzisiaj za dużo było prostych błędów i niefrasobliwości. Mimo wszystko mecz mógł podobać się kibicom, natomiast dla nas skończył się bardzo gorzko".

Ireneusz Mamrot (trener Jagiellonii Białystok):

Myślę, że mecz rozpoczęliśmy najlepiej w tym sezonie, bo w 2. minucie prowadziliśmy 1:0. W piłce nożnej najważniejsze jest pięć minut po zdobytej bramce i my nie ustrzegliśmy się błędów, bo Zagłębie miało wtedy bardzo groźne sytuacje. Potem jednak bardzo dobrze wyprowadziliśmy kontratak i było 2:0. Na pewno spotkaliśmy się dziś z bardzo silnym zespołem i to było czuć z perspektywy ławki i boiska, ale uważam, że zagraliśmy dobre spotkanie. Szkoda, że padła bramka na 2:1 w momencie, gdy wydawało się, że wszystko jest dobrze poukładane na boisku, bo to spowodowało trochę nerwowości. Na pewno dla kibiców był to fajny mecz, bo zaczęło się dziać pod obiema bramkami; było groźnie kilka razy pod naszą bramką, my wyprowadzaliśmy kontrataki, które powinniśmy zamienić na gole. Cieszy bramka Franka, bo to był kolejny punkt zwrotny w tym spotkaniu. Nieco zeszło wtedy powietrze z przeciwnika. Dalej wyprowadzaliśmy kontry, mieliśmy sytuacje. Najważniejsze, że po meczu w Gdyni (porażka z Arką 1:4) reakcja zespołu była taka jak być powinna.