31 letnia „Duma Irlandii” spełniła swoje sportowe marzenie, jest zawodową mistrzynią świata. Po wakujący pas WBA w wadze lekkiej sięgnęła w swojej siódmej walce wygrywając na punkty z młodszą o pięć lat Anahi Esther Sanchez. Argentynka straciła ten pas, zdobyty w swoim ostatnim pojedynku, na wadze, po prostu była zbyt ciężka. Tak więc nawet gdyby pokonała ikonę olimpijskiego boksu, tytuł WBA pozostałby bez właścicielki.

 

Sanchez przystępując do tego pojedynku miała na koncie 17 zwycięstw i tylko dwie porażki. Niepokonana Taylor sześć wygranych, w tym cztery przed czasem.


Jej kolejne zwycięstwo nie jest niespodzianką, to przecież najbardziej utytułowana zawodniczka w historii olimpijskiego boksu. Ma w swoim CV pięć tytułów mistrzyni świata i Unii Europejskiej, sześć tytułów mistrzyni Europy, sukces w I Igrzyskach Europejskich oraz olimpijskie złoto wywalczone w Londynie (2012), gdzie panie debiutowały w turnieju bokserskim na igrzyskach.


Pamiętam doskonale finał w którym pokonała Rosjankę Sofię Oczigawę. Był znakomity i wyrównany, ręce same składały się do oklasków. A później odśpiewany przez wielotysięczną widownię hymn, czego nigdy nie zapomnę. Po igrzyskach, gdzie była chorążym olimpijskiej ekipy swojego kraju uznano ją w Irlandii Człowiekiem Roku (w kategorii sport), więc to chyba najlepiej oddaje skalę popularności Katie Taylor, która jako młoda dziewczyna grała też na reprezentacyjnym poziomie w piłkę nożną.


Ubiegły rok nie był szczęśliwy dla Taylor. Z mistrzostw świata w Kazachstanie (2016) wróciła z brązowym medalem przegrywając w półfinale z Francuzką Estelle Moselly. Z Rio de Janeiro, gdzie miała zdobyć drugie olimpijskie złoto wróciła z niczym, pokonana 2:1 w ćwierćfinałowym pojedynku przez Finkę Mirę Potkonen.


W zawodowym debiucie (26.11.2016) na Wembley Arena wygrała przed czasem z Polską Kariną Kopińską, później przyszły kolejne zwycięstwa, a mistrzowski pas był tylko kwestią czasu. Ponieważ poziom kobiecego boksu w jego zawodowym wydaniu jest słaby (poza nielicznymi wyjątkami) nie dziwi fakt, że inna gwiazda olimpijskich ringów, 22 letnia Amerykanka Claressa Shields, dwukrotna złota medalistka z Londynu i Rio, już w czwartej walce zdobyła dwa mistrzowskie pasy w wadze superśredniej. Co więcej, jej niepokonana rywalka , Nikki Adler, nie miała w tym pojedynku nic do powiedzenia zadając do momentu przerwania tego nierównego boju zaledwie kilka celnych ciosów.


Taylor wygrała „tylko” na punkty, bo Sanchez okazałą się twardą dziewczyną. Padła wprawdzie na deski po ciosie na korpus, ale wstała i ambitnie walczyła dalej. Ale to było wszystko na co ją było w Cardiff stać.


Nie wiem, czy Irlandka znajdzie w wadze lekkiej godne siebie rywalki, jeśli nie musi ich poszukać w wyższej kategorii, albo poszukać jeszcze większej sławy i pieniędzy w UFC, bo taki scenariusz też jest możliwy.