Speedrower to dyscyplina, która wciąż się rozwija i wielu kibiców w Polsce nie do końca jest z nią jeszcze zaznajomionych. Z pewnością jednak nie brakuje takich, którzy przynajmniej raz w życiu dla frajdy ścigali się z kimś na rowerze. Oprócz rywalizacji na torze, da się zauważyć świetną i przyjazną atmosferę. Środowisko nie jest duże, każdy z każdym praktycznie się zna. Kiedy jednak zakładają kask i zasiadają na siodełku, wówczas emocji nie brakuje. Na początku października w Częstochowie odbył się finał Pucharu Polski w speedrowerze. Z tej okazji przyjrzeliśmy się z bliska tej dyscyplinie.

Pasja do speedwaya zamieniona w miłość do speedrowera

Sport jakim jest speedrower to niemal kalka motocyklowej odmiany, czyli żużla. Zawodnicy ścigają się w kółko przez cztery okrążenia na rowerze bez hamulców, czyli podobnie jak w przypadku motocykla żużlowego. Jest to niewątpliwie sport kontaktowy, w którym dochodzi do ostrych starć, czasem nawet bardziej niż w speedwayu. Tu i tu zawodnicy ruszają spod maszyny startowej, która często lubi być zawodna i płatać figle. Praca sędziego w speedrowerze jest zdecydowanie bardziej dynamiczna, bowiem nie siedzi on w swojej wieżyczce przy pulpicie i nie ma do wglądu monitora z powtórkami wideo. Arbiter jest wyposażony w gwizdek i jego stanowisko jest umiejscowione na środku murawy, gdzie baczne obserwuje wszystkich uczestników od startu do mety.

W Polsce speedrower jest dyscypliną bardzo rozwiniętą i tylko Wyspy Brytyjskie mogą tak naprawdę z nami konkurować. Zresztą to właśnie tam powstał ten sport podobnie jak żużel. Biało-Czerwoni odnoszą duże sukcesy zarówno indywidualnie jak i drużynowo. To nie przypadek, że najwięcej klubów speedrowerowych znajduje się tam gdzie istnieje czarny sport. Mowa tu o takich ośrodkach jak Leszno, Toruń, Częstochowa czy Ostrów Wielkopolski. Praktycznie każdy zawodnik przyznaje, że jego miłość do ścigania się na „bike'u” wzięła się z motocyklowej odmiany.

- Generalnie moja pasja wzięła się z żużla. Za najmłodszych lat tata zabierał mnie na żużel. Na osiedlu wszyscy ścigaliśmy się w kółko i tak zaczynaliśmy. Następnie powstał profesjonalny tor, zawiązała się liga ogólnopolska i zaczęliśmy jeździć – mówi jeden z zawodników, Tomasz Włodarczyk. - W Polsce bardzo łatwo wytłumaczyć co to jest speedrower, bo powiemy, że jest to żużel na rowerach. W innych krajach jest to bardzo trudno, ponieważ nikt nie zna żużla. Jak pojedziemy do Hiszpanii, Włoch lub gdziekolwiek indziej i chcemy wytłumaczyć co robimy, to jakaś koneksja ze speedwayem nie przynosi żadnego rezultatu. Zdecydowanie łatwiej jest tam gdzie ten żużel istnieje, czyli np. Szwecja, Australia, Wielka Brytania. Tam dzieciaki mogą podpatrzyć czym jest ten sport i potem imitują to na rowerach – kontynuuje doświadczony zawodnik.

Polska husaria rządzi nie tylko na motorach

W speedrowerze Polacy mogą pochwalić się wieloma osiągnięciami. Medale mistrzostw świata i Europy są zdobywane niemal regularnie i dotyczy to zarówno reprezentacji jak i rozgrywek klubowych.

- Nie ma jakiegoś oficjalnego rankingu, ale gdyby taki był, to z pewnością bylibyśmy na pierwszym miejscu. Dominujemy w światowych rozgrywkach. Nie zawsze udaje się wygrać, ale zawsze jesteśmy faworytem numer jeden – zaznacza Włodarczyk.

Pewnie niewielu kibiców zdaje sobie sprawę, ale obecnie Indywidualnym Mistrzem Świata w speedrowerze jest Polak, Bartek Grabowski, reprezentant klubu z Torunia. - Nie jestem pierwszym Polakiem, który został mistrzem świata, bo w przeszłości było ich wielu. Ciąży nade mną duża presja, bo jednak wiadomo, że jest zasada bij mistrza i trzeba sobie z tym poradzić. Na speedrowerze ścigam się już jedenasty sezon, a na ten tytuł czekałem sześć lat. Ten sport jest teraz tak wyrównany, że teoretycznie najsłabszy zawodnik może pokonać tego teoretycznie najmocniejszego. Stawka jest bardzo wyrównana i trzeba liczyć się z każdym zawodnikiem. Nie ma co się oszukiwać, że polska liga jest najmocniejsza. W Anglii są całkiem inne tory pod względem geometrii i nawierzchni. W naszym kraju obecnie rządzi Toruń, który jest mistrzem Polski – mówi Grabowski.

Czy speedrower ma szansę zaistnieć na The World Games?

Niestety największą bolączką tego typu dyscyplin jest brak popularyzacji i mały zasięg medialny. W tym roku w Polsce odbyły się Igrzyska Sportów Nieolimpijskich The World Games. Na wrocławskich arenach kibice nie byli jednak w stanie dostrzec zawodników ścigających się na torze speedrowerowym. W zamian oglądaliśmy rzucanie frisbee lub piłkę ręczną... na piasku. Co zatem stoi na przeszkodzie, aby i ten sport znalazł swoje miejsce wśród zdecydowanie mniej znanych dyscyplin?

- Gdyby speedrower pojawił się na The World Games, to byłaby świetna popularyzacja tego sportu na cały świat. Nie jest to jednak takie proste na zasadzie, że skoro jest ta impreza w Polsce, to od razu będzie tam speedrower. Organizator miał tylko kilka dyscyplin, które mógł sam umieścić, a reszta występuje tam cyklicznie. Z kolei żeby dostać się do tych cyklicznych sportów, to trzeba spełniać szereg wymagań. Np. sport musi być uprawiany na każdym kontynencie, musi powstać konkretna liczba federacji, rozgrywek itd. Oczywiście mamy mistrzostwa Europy i świata, które rozgrywane są na jednej i drugiej półkuli, natomiast zebranie sześćdziesięciu federacji krajowych w tym momencie byłoby bardzo trudne. Jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, żeby móc pokazać się na The World Games lub na Igrzyskach Olimpijskich – tłumaczy Włodarczyk, który oprócz bycia zawodnikiem jest również członkiem federacji speedrowerowej.

Na siodełku do osiemdziesiątki

- Na speedrowerze ścigam się już 21 lat. Dopóki zdrowie będzie pozwalało to plan jest taki, że nigdy z tego siodełka nie zejdę. Nawiążę do brytyjskich i australijskich przykładów, gdzie zawodnicy potrafią rywalizować do siedemdziesiątego lub osiemdziesiątego roku życia i wcale im to nie przeszkadza. Oczywiście nie osiągają już takich wyników na światowym poziomie, ale mają niezły ubaw. Są turnieje na różnych szczeblach. Są rozgrywki regionalne, które mają rozwijać młodzież, więc tam jeżdżą ci najmłodsi. Nie brakuje tam również seniorów, weteranów, bo te rozgrywki są bardziej dla zabawy. Co innego w przypadku imprez rangi mistrzostw Polski, Europy lub świata. Wówczas to nastawienie w głowie się zmienia i jednak chce się walczyć o te trofea – przekonuje Włodarczyk.

- W speedrowerze jest wąskie grono, wszyscy się znają, więc traktujemy siebie jak rodzina. Czasami jednak na tej znajomości można się przejechać, bo ten ktoś potrafi później pokazać lwi pazur – śmieje się Grabowski.

(Speed)rowerem bynajmniej na wycieczkę

Stanowczo odradza się, aby rowerem przeznaczonym do uprawiania tej dyscypliny wybierać się na wycieczki krajoznawcze. Powód? Głównym problemem jest brak hamulców. O ile rozpędzony żużlowiec jest w stanie w miarę szybko przymknąć gaz i zwolnić motocykl, tak rozpędzony zawodnik na rowerze musi ratować się nogami. Ponadto brakuje przerzutek, które mogłyby pomóc w pokonaniu niejednego pagórka. Autem natomiast jest waga, bowiem ów rower jest lekki można rozwinąć na nim zawrotną szybkość.

- Na tym rowerze można jeździć tylko na torze. Dość specyficzna jest kierownica, która ma wygięte ramiona do wewnątrz. Sprzyja to lepszym startom. Opony są z dość mocnym bieżnikiem. Zmiana opon jest uzależniona od częstotliwości jazdy i nawierzchni na której się ściga. Jeżeli tor jest piaszczysty i miękki, to można używać tych opon nawet kilka miesięcy. Kierownica i sam rower nie powinny być za długie oraz nie powinny być wyposażone w żadne ostre przedmioty i wystające części. Wagowo rower waha się w granicach dziesięciu, jedenastu kilo. Jest on najczęściej wykonany z aluminium. Koszt takiego sprzętu wynosi  ok. dwóch tysięcy złotych. To jest taka minimalna kwota przy której taki rower można złożyć i cieszyć się jazdą. Co do prędkości osiąganej na torze, to nigdy nie mierzyłem, ponieważ to nie jest podstawa w naszym sporcie, ale z tego co wiem, to 35-40 km. na godzinę na prostej. Dużo też zależy od długości toru – wyjaśnia tajniki sprzętu Marcin Szymański, jeden z zawodników.

Czy można zaliczyć ten sport do tych ekstremalnych? - Speedrower jest na pewno bardziej kontaktowym sportem niż żużel. Oczywiście tam dochodzi do wielu styczności, ale u nas regulamin dopuszcza do ostrej walki. Powiedziałbym nawet, że umożliwia brutalną jazdę. Jak w każdym sporcie trzeba być odpornym na ból i stres. Na szczęście w speedrowerze nie dochodzi do poważnych kontuzji. Zazwyczaj są to obtarcia. Najbardziej stresującym momentem jest oczywiście moment startowy. Nie zaliczyłbym tego sportu do ekstremalnych, ponieważ aż takich niebezpiecznych sytuacji nie ma. Do ekstremalnych zaliczyłbym żużel lub motocross, gdzie jeden błąd i można skończyć w trumnie. Speedrower jest bardziej sportem wyczynowym – przekonuje Szymański.

Zasady, zasady, zasady

W trakcie turniejowych zmagań na torze w Częstochowie można było zauważyć obecność selekcjonera kadry narodowej Macieja Laskowskiego, który jest także sekretarzem Polskiej Federacji Klubów Speedrowerowych. Sam zainteresowany objaśnił zasady jakie panują w speedrowerze.

- Zasady są trochę inne niż w żużlu. Dotyczy do m.in. momentu startowego, w którym zawodnik wystarczy, że ruszy się pod taśmą, to jest już wykluczony. Kolejną różnicą jest komenda głosowa wydawana przez sędziego w przeciwieństwie do żużla, gdzie są światła. Zawsze przed biegiem jest prośba do publiczności oraz zawodników niestartujących o chwilę ciszy. Zawodnicy często wyjeżdżają poza krawężnik oddzielający murawę od toru. Teoretycznie jest to zabronione, chociaż na polskich torach ten krawężnik jest niski i to umożliwia. Na angielskich torach ten krawężnik jest bardzo wysoki i tam po prostu tego nie da się wykonać. Zawodnicy często też korzystają z tego, że sędzia nie wszystko widzi – zdradza opiekun kadry.

Damian Woźny, czyli „Tomasz Gollob polskiego speedrowera”

Każda dyscyplina, aby była bardziej wyrazista musi mieć swoją legendę, człowieka, który będzie z nią kojarzony i niejako będzie stanowić wizytówkę danego sportu. Nie inaczej jest w speedrowerze, gdzie za ikonę tej dyscypliny uchodzi Damian Woźny, o którym w środowisku mówi się, że jest Tomaszem Gollobem na rowerze.

- To super, że porównują mnie do takiego zawodnika, którego naśladowałem i próbowałem zdobyć chociaż część tego co osiągnął. Największe sukcesy osiągałem w latach '90 oraz na przełomie wieku. Pamiętam jak Tomek Gollob został wicemistrzem świata i tak się złożyło, że w tym samym czasie uczyniłem to samo z czego się bardzo cieszyłem i jest to moje największe osiągnięcie jeśli chodzi o arenę międzynarodową – mówi Woźny.

Doświadczony zawodnik wraca pamięcią do tamtych czasów i podkreśla, że wówczas ten sport i jego organizacja wyglądała zupełnie inaczej. - Pamiętam pierwsze mistrzostwa Polski w 1995 roku, bodajże na lodowisku na sztucznym torze. Wygrałem te zawody w kompletem punktów i udało mi się zostać pierwszym, historycznym mistrzem kraju. W latach '90 raczkowaliśmy i dopiero wchodziliśmy na arenę międzynarodową. Ten sprzęt był gorszy, można powiedzieć, że to były składaki, niby podobne do tych angielskich, ale to nie było to samo – inne koła, opony, pedały, zębatki, przełożenia i mógłbym tak jeszcze wymieniać. Jechaliśmy na tym co mogliśmy. Pamiętam, że do mojego miasta Leszna wszedł potężny sponsor Szawer, który nam bardzo pomógł i dopiero wtedy zaczęliśmy poważnie gonić światową czołówkę – podkreśla.

Utytułowany jeździec był blisko, aby zostać żużlowcem. Na przeszkodzie stanął mu jednak... ojciec, który zabronił jazdy na motorze. - Jako rodowity leszczynianin zawsze ciągnęło mnie na ten żużel. Miałem już nawet zgodę podpisaną przez mamę, żeby pójść na pierwszy trening w szkółce wraz z Adamem Skórnickim, moim dobrym kolegą. Niestety tata wcześniej wrócił z delegacji, zamknął mi drzwi i po prostu na tym się skończyło. Trochę żałuję, ale z drugiej strony speedrower też pozwolił mi zobaczyć trochę świata, mam wielu przyjaciół. Mów się, że speedrower to żużel na rowerach, ale ja bym się z tym nie zgodził, bo tam decyduje przede wszystkim sprzęt. U nas oczywiście to też ma znaczenie, ale bardziej liczy się dynamika, koordynacja ruchowa, siła, szybkość i rzecz jasna myślenie na torze – twierdzi Woźny.

Folklor, chillout i emocje

Jeżeli ktoś pragnie przeżyć sportowe emocje, ale jednocześnie zaznać trochę większego spokoju oraz ucieczki od zgiełku i doświadczyć rywalizacji w najczystszej postaci – nieprzesiąkniętej pieniędzmi, żądzą wygranej za wszelką cenę oraz tym co charakteryzuje się świat największych dyscyplin na świecie, to niech wybierze się na speedrower, bo tu znajdzie przede wszystkim pasjonatów dla których rywalizacja jest równie ważna co świetna zabawa i tworzenie dobrej atmosfery - bo sport to nie tylko piłka nożna, siatkówka, koszykówka. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze inne dyscypliny, które mogą stanowić odskocznie od tego co widzimy na co dzień w telewizji. A jeszcze lepiej wiedzieć, że są ludzie, którzy chcą takie sporty uprawiać.

Cały reportaż w załączonym materiale wideo.