Hancock to zawodnik Legacy Fighting Alliance. W piątek mierzył się z Charlie'em Ontiverosem, ale przez to, że Amerykanin nagle upadł bez kontaktu z rywalem, walka została przerwana.

 

Co dokładnie stało się z Hancockiem kibice dowiedzieli się od samego zainteresowanego z Facebooka. Jak się okazuje, zawodnik MMA był bliski śmierci, ale uratował go m.in. defibrylator. "Cóż, umarłem w klatce... Mam się dobrze. Moje serce zatrzymało się, miałem niewydolność nerek. Zrobili mi CPR, EKG i przywrócili do życia" - napisał w portalu społecznościowym Amerykanin.

 

Lekarze uważają, że Hancock nie powinien więcej walczyć w MMA. "Jestem załamany. Myślę, że od teraz będę po prostu trenerem". Mimo wszystko 32-latek wciąż planuje "walkę w brazylijskim Jiu-Jitsu i BJJ" kiedy stan jego zdrowia się poprawi.