Równo z końcowym gwizdkiem sędziego pod stadion Friends Arena w Sztokholmie przyjechał samochód dostawczy z eskortą policji na sygnale i do szwedzkiej szatni wniesiono gorące pizze.

- Nie był to symbol zwycięstwa nad Włochami, jak uważają media, lecz część planu regeneracji przed rewanżem, który odbędzie się już w poniedziałek. Piłkarze byli bardzo wyczerpani i musieli się porządnie najeść, a takie kaloryczne danie najlepiej pasuje w tej sytuacji. Wszyscy też spędzili dużo czasu z masażystami i w lodowatej kąpieli. Teraz pracujemy nad jak najszybszym dojściem do siebie. Na szczęście Włosi też są zmęczeni - powiedział kierownik reprezentacji Jan Richt.

Selekcjoner Janne Andersson podkreślił, że pomimo zadowolenia z wyniku czuje lekki niedosyt, ponieważ mogło być lepiej: "mam na myśli co najmniej jedną bramkę więcej, którą byliśmy w stanie strzelić, a która dałaby zupełnie inną sytuację wyjściową przed rewanżem”.

Szwedzkie media nie ukrywają jednak radości. „W połowie drogi do nieba” - napisał po meczu dziennik "Aftonbladet" podkreślając, że stawka jest wysoka dla każdego piłkarza osobiście, ponieważ ani jeden z obecnej drużyny Trzech Koron nie wystąpił jeszcze na mistrzostwach świata.

- Teraz jesteśmy tak blisko, lecz jeszcze tak bardzo daleko do zrealizowania marzenia i należy szybko zapomnieć o piątkowym meczu. Teraz liczy się już tylko poniedziałek w Mediolanie - podkreśliła gazeta.

Zauważyła, że mecz z Włochami był piątym z rzędu wygranym na Friends Arena w Sztokholmie, a sumaryczna różnica bramkowa w tych spotkaniach to aż 18:1. - Gdyby o takim wyniku ktoś powiedział jeszcze przed rokiem, uznany zostałby za niepoczytalnego. Dawno już nie widzieliśmy takiej Szwecji - dodano.

Inne media podkreślają, że Szwecja w tych eliminacjach pokazała się z zupełnie nowej strony. Grając bez swojego najlepszego piłkarza Zlatana Ibrahimovica, który zakończył karierę reprezentacyjną po ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, wygrywała ważne mecze w swojej "grupie śmierci".

- Po słabym występie na Euro i odejściu nieudanego selekcjonera Erika Hamrena nowy szef naszej drużyny Andersson pokazał wszystkim, że jest w stanie zbudować skuteczny zespół bez swojej największej gwiazdy. Postawił na kolektyw i jak widać to rozwiązanie świetnie działa. Najpierw pokonał Francję, później Holandię, a teraz Włochy - skomentował „Expressen”.

Media podkreślają jednocześnie, że rewanżowy mecz będzie znacznie trudniejszy, bo odbędzie się „w jaskini rannego lwa i przy krzyku 80 tysięcy wściekłych Włochów na San Siro w Mediolanie”.