Artur stworzył sobie wizerunek „Bad Boya”. Gracza, który łamał konwenanse, stawał okoniem, wymykał się spod kontroli. Dla nas, dziennikarzy, niebanalny, dokazujący Boruc, to był prawdziwy skarb. W czasach deficytu wyrazistych postaci, jawił się jako ostatnia deska ratunku. Często dowcipny, ale i złośliwy wobec reporterów, kolegów i również trenerów. Ubaw z tego, że nazwał publicznie Franciszka Smudę Dyzmą, był po pachy.

 

Do Roberta Lewandowskiego, który w przerwie meczu z Litwą w Gdańsku przed eliminacjami Euro 2016 mówił, że powinniśmy grać tak dalej, to ich napoczniemy, powiedział: ch… gracie, weźcie się do roboty, bo przegramy – pozwolił mieć sobie zdanie odrębne pan Artur. Lewy jednak i tak miał szczęście. Kumple Boruca z Celtiku Aiden McGeady i Lee Naylor obrywali nie tylko werbalnie.

 

Ludzie uwielbiają go za mnóstwo kozackich zachowań i gestów. Obronił ciężarną kobietę napadniętą w parku w Glasgow, czy też reagował na prowokacje protestantów z Glasgow Rangers, którzy obrażali Jana Pawła II. Gdyby grał w najlepszych klubach Europy z takim anturażem, byłby bardziej popularny od Davida Beckhama.

 

Jako że kariera Boruca chyli się ku końcowi, warto zadać istotne pytanie. Artur, czy w piłce osiągnąłeś tyle ile mogłeś, czy tylko tyle ile chciałeś?

 

Cały Cezary z Pazurem dostępny w załączonym materiale wideo.