Po dobrym początku walki wydawało się, że nasz pięściarz miał problemy z łokciem. Jednak sztab szkoleniowy Wacha podał, że kontuzja od samego początku była o wiele poważniejsza. Już w drugiej rundzie doświadczony bokser złamał prawą rękę, co było widać w jego ruchach.
 
Sędziowie przerwali pojedynek w dziewiątej rundzie, tym samym Miller zpisał na swoim koncie drugie w tym roku, a dwudzieste w karierze zwycięstwo na zawodowym ringu i pozostaje niepokonany.
 
"Big Baby" po walce przyznał jednak, że jemu uraz doskwierał jeszcze przed pierwszym gongiem.
Trenowałem bardzo ciężko i muszę przyznać, że byłem nieco przetrenowany. Zgubiłem wagę, ale chyba trochę za dużo. Nie czułem takiej mocy, jak w poprzedniej walce. W trakcie przygotowań doznałem kontuzji prawego łokcia; każdy cios mnie bolał, ale przecież taki jest boks. Zagryzasz zęby i idziesz po swoje. Nikt nie będzie wyglądał dobrze w walce z Wachem, bo jest twardy i niewygodny. Ani Kliczko, ani Powietkin nie wyglądali przy nim imponująco. Zastopowałem go wcześniej niż oni. Teraz czeka mnie przerwa, muszę wyleczyć łokieć.
Dla Wacha była to trzecia porażka na zawodowym ringu. Wcześniej musiał uznać wyższość Władimira Kliczko oraz Aleksandra Powietkina. Dla Millera było to drugie tegoroczne zwycięstwo. W lipcu Amerykanin wygrał przed czasem z Geraldem Washingtonem.