Czy już za tydzień poznamy mistrza Francji?

Piłka nożna
Czy już za tydzień poznamy mistrza Francji?
fot. PAP

Niedziela, 26 listopada. Na zamknięcie czternastej kolejki Ligue 1 Monako z Kamilem Glikiem podejmie na stadionie Ludwika II PSG, lidera francuskiej ekstraklasy. Do tematu jeszcze wrócimy, ale to spotkanie może przesądzić o tytule mistrza Francji, bo paryżanie mają już sześć punktów przewagi nad ubiegłorocznymi mistrzami.

Hitem ostatniej kolejki był jednak pojedynek dwóch wielkich nazw, które szukają powrotu do sławy z przeszłości. Na Matmut Atlantique, Bordeaux po raz pięćdziesiąty piąty w historii gościło Marsylię, która od czterdziestu lat nie odniosła zwycięstwa nad Żyrondystami. Marsylczycy i tym razem musieli się zadowolić zaledwie remisem (1:1), dosłownie w ostatnich sekundach doliczonego czasu uratowali remis dzięki bramce Sansona. Girondins Bordeaux mogło, ba, powinno rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść, gdyby nie zejście w 80-tej minucie Igora Lewczuka, który rozegrał doskonały mecz.

Na pewno na decyzję trenera Joceylana Gourvenneca wpływ miała żółta kartka Polaka w 65-tej minucie. Lewczuk otrzymał najwyższą notę wśród czwórki obrońców (6 w skali 1/10), a l’Equipe tak oceniło występ Polaka: "Czujny przez cały czas pobytu na boisku, kilka ciekawych, zdecydowanych wyprowadzeń piłki. Pod nieobecność zawieszonego Jovanovicia, Lewczuk pokazał wielką solidność w grze obronnej i dobrze uzupelniał się z Toulalanem, co nie wydawało się takie proste na początku meczu". Trzeba podkreślić, że to właśnie przez Polaka reprezentant Grecji, Kostas Mitroglou, wiele sobie w tym meczu nie pograł.

Drugi nasz przedstawiciel w Ligue 1, Kamil Glik, tym razem, jak zresztą cały jego zespół, nie zachwycił u beniaminka z Amiens z trudem remisując 1:1. Glik dostał notę 5, ale i tak utrzymał wysokie ósme miejsce w klasyfikacji uwzględniającej wszystkich piłkarzy Ligue 1 ze średnią 6. Czyżby podopieczni Leonarda Jardima oszczędzali siły na jutrzejszy mecz w Lidze Mistrzów z RB Lipsk? Prawdopodobnie, bo tylko sukces w tym spotkaniu daje nadzieję, choć niewielką, na awans do następnej rundy tych prestiżowych rozgrywek.

W klasyku PSG - Nantes nie było niespodzianki. To już nie te czasy, kiedy pojedynek tych zespołów elektryzował całą Francję, ale i tak na Parc des Princes zasiadł komplet (47600) publiczności. Kanarki prowadzone od bieżącego sezonu przez Claudio Ranieriego nie grały tak źle, jednak starczyło im sił i koncentracji tylko do 38. minuty meczu, kiedy to Edinson Cavani dał pokaz swoich strzeleckich umiejętności.

Po meczu Ranieri pochwalił paryżan za skuteczność: "Próbowałem taktyki z sześcioma obrońcami, ale się nie udało. Nawet gdybym postawił trzy, a nie dwa autobusy przed naszą bramką, PSG i tak znalazłby klucz do zwycięstwa", żartował po meczu włoski fachowiec. Jego podopieczni mogą mówić o pechu, bo przy każdej z czterech bramek współudział mieli obrońcy, a szczególnie rumuński bramkarz Ciprian Tatarusanu, który dotychczas spisywał się doskonale. Nantes utrzymało jednak wysokie, piąte miejsce w tabeli Ligue 1 i ma cztery punkty przewagi nad Caen.

Wracając do paryżan, nie zachwycił tym razem Brazylijczyk Neymar (nota 5), tracąc aż 21 piłek. Inny gwiazdor, Kylian Mbappé, odpoczywał na ławce. Całe szczęście, że Unai Emery może liczyć na El Matadora. Cavani (nota 8) objął przodownictwo w klasyfikacji snajperów z 15 bramkami, zarówno we Francji, jak również w Europie w tzw. Big 5, gdzie tylko Ciro Immobile z Lazio Rzym dotrzymuje mu kroku. Tacy snajperzy jak Lewandowski, Falcao czy Messi muszą podnieść głowę, aby wpatrzyć się w tabelę najlepszych strzelców na Starym Kontynencie.

Tadeusz Fogiel z Paryża, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze