Wójcik był trenerem reprezentacji olimpijskiej, która w 1992 roku wywalczyła srebrny medal igrzysk w Barcelonie. W latach 1997–99 był pierwszym selekcjonerem reprezentacji Polski.

 

Adam Łuczka: Panie trenerze, wspomniał Pan, że reprezentacja Polski nie jechała do Barcelony w roli faworyta. W fazie grupowej graliśmy z Włochami, którzy byli wówczas młodzieżowymi mistrzami Europy. Jakie było nastawienie przed tą imprezą?

 

Janusz Wójcik: Powiem Państwu szczerze, że ja zawodnikom, dosłownie na dwa – trzy dni przed wyjazdem, na jednym z ostatnich zgrupowań, powiedziałem: "panowie, jedziemy po medal!" Wspaniały trener siatkówki Jurek Wagner powiedział mi: "oni wygrali trudną grupę eliminacyjną i to w takim stylu, że musisz im to powiedzieć i oni muszą o tym wiedzieć". Ja to powiedziałem i dodałem jeszcze jedną rzecz: "panowie, jeśli jako jedyna drużyna ograliśmy wszystkich, z Anglią na czele, u siebie i na wyjeździe, to po nic innego nie można tam jechać, jak po medal. Po jaki, nie powiem, ale musimy jechać tam po medal." Z takim przeświadczeniem jechaliśmy, chłopcy nie chcieli za bardzo w to wierzyć, mówili: "pan trener zaczyna nas faszerować różnymi tekstami". Sami to później poczuli, gdy zaczęli strzelać bramki i ogrywać przeciwników, że można coś ugrać.

 

Wspomniał Pan również o przygotowaniu fizycznym. 25 lat temu polska reprezentacja była znakomicie przygotowana pod względem wydolnościowym. Wspominał Pan mecz z Hiszpanami, faul przy pierwszej bramce na Wojciechu Kowalczyku, który mimo to zdołał utrzymać się na nogach i zdobył bramkę. Czym się różnił profesjonalizm tamtej reprezentacji od obecnej drużyny narodowej?

 

Przyznam, że dopiero teraz, przy tych powtórkach zobaczyłem, jak perfidnie i brutalnie był atakowany Kowal. Jednak się utrzymał na nogach, choć rywal dosłownie łomotał go po nogach, a on jak koń przebiegł dalej i ze spokojem włożył brameczkę. To było świadectwo tego, jak drużyna, wszyscy zawodnicy byli przygotowani. Bardzo ciężko pracowali, ale też bardzo mądrze. Miałem ludzi, którzy mi w tym pomaglali, z którymi wspólnie wszystko ustalaliśmy i to było realizowane. Czym tamta drużyna różniła się od obecnej? Myślę, że różniła się charakterem. Tamta drużyna miała nieprawdopodobny charakter, który okazywała w każdym meczu. Także to przygotowanie fizyczne, którego by w tej chwili nie wytrzymali. Piłkarze pracowali nieprawdopodobnie, ale ufali mi, ufali temu sztabowi, a efekty później były widoczne.

 

Cała rozmowa z trenerem Januszem Wójcikiem w załączonym materiale wideo.