Skandal w polskiej lidze siatkówki! "Szmaty", "k...wy" i cios z trybun

Siatkówka
Skandal w polskiej lidze siatkówki! "Szmaty", "k...wy" i cios z trybun
fot. PAP

Siatkówka budzi w naszym kraju ogromne emocje, i to jak się okazuje nie tylko ta na poziomie PlusLigi, czy Ligi Siatkówki Kobiet, ale również w niższych klasach rozgrywkowych. Do przykrego incydentu doszło podczas jednego ze spotkań w II lidze siatkarek...

Incydent miał miejsce w trakcie derbów Podkarpacia, rozegranych w minioną sobotę pomiędzy KS Marba Sędziszów Małopolski i SAN-Pajda Jarosław. Dwie sprawy nie podlegają dyskusji: gospodynie przegrały to starcie na drugoligowym szczycie 2:3 (26:24, 25:17, 18:25, 23:25, 14:16), a w trakcie meczu doszło do zdarzeń, jakie nie powinny mieć miejsca podczas imprezy sportowej. Tu jednak zaczynają się rozbieżności, bo każda ze stron inaczej opisuje to, co wydarzyło się w hali w Sędziszowie.

 

– Piotr Pajda od początku spotkania bluzgał na sędziów stolikowych, bocznego i głównego. Otrzymał czerwoną kartkę, ale nie opuścił hali. Delegat z centrali związku nie reagował. Trener Pajda był zagrożeniem dla sędziów, kibiców i siatkarek. Po czwartym secie wyszedł z hali twierdząc, że jeden z kibiców go kopnął. Około pół godziny trwała przerwa i drużyna Pajdy razem ze sztabem zaszyli się w szatni. Nikt nie wiedział, czy decydujący set dojdzie do skutku. Po długim oczekiwaniu drużyna wraz z Pajdą wróciła do hali, by rozegrać tie-breaka – taką informację przekazał nam jeden z kibiców z Sędziszowa Małopolskiego.

 

Oba kluby od momentu zakończenia spotkania obrzucają się błotem w mediach społecznościowych.

 

"Zarówno Trener przyjezdnych, jak i ich fizjoterapeuta zachowywali się bardzo agresywnie, tj. kopali z wściekłością sprzęt leżący dookoła i wszystko, co znajdowało się w zasięgu jego rąk i nóg. Mecz kilkukrotnie był przerywany, bo pani sędzina wzywała Kapitan gości do siebie, by ta uspokoiła swego Trenera. Jednak nie przyjmował on do wiadomości żadnych komunikatów. Kapitan San-Pajdy "spacerowała" więc kilkanaście razy od sędziny na słupku do swojego Trenera. Minuty płynęły, spotkanie było wstrzymywane, przeciągane. W końcu, po mnóstwie upomnień, próśb od sędziów otrzymał najpierw żółtą, potem czerwoną kartkę. Nie opuścił hali. Pozostał na stanowisku. Jego zachowanie wciąż było niedopuszczalne. Nagle, po rzekomym incydencie z kibicem po partii wygranej przez jego zawodniczki wraz z całym jarosławskim teamem wybiegł z boiska w stronę szatni. W szeregach sędziów nastał chaos. Po około 25 minutach nieobecności drużyny San-Pajdy Pan Delegat udał się do ich szatni. Po upływie kolejnych długich minut jarosławska ekipa pojawiła się na boisku z chęcią rozegrania tie- breaka. Pan Pajda zagroził, że nie dokończy meczu, gdy za ławką jego drużyny nie będzie kibiców obu drużyn. Klub KS Marba zgodził się spokojnie na warunek Pana Pajdy. San- Pajda wygrał tie- breaka 16:14. Zachowanie Piotra Pajdy jest słynne w podkarpackiej siatkówce. Dlaczego wszyscy się go boją? Dlaczego pozwolono, by mecz przebiegał w tak skandalicznej atmosferze wykreowanej przez Pana Piotra Pajdę? Historia polskiej siatkówki nie zna przypadku, by jedna z drużyn z własnego widzi -mi-się zeszła z boiska, po czym po pół godzinie wróciła i jak gdyby nigdy nic, grała dalej. Bez konsekwencji. Bez kar. Za całkowitym przyzwoleniem sędziów i Pana Delegata z PZPS" – to z kolei komentarz na profilu KS Marba Sędziszów Małopolski na Facebooku.

 

 

Postanowiliśmy zweryfikować tę informację i skontaktowaliśmy się z samym zainteresowanym – trenerem Piotrem Pajdą. Jego wersja zdarzeń znacznie różni się od tej przedstawionej przez gospodarzy.

 

– W Sędziszowie gra się bardzo nieprzyjemnie – rozpoczyna swą opowieść szkoleniowiec SAN-Pajda Jarosław. – Nie wiem dlaczego ławki zawodników są ustawione około dwa metry od nieogrodzonych trybun. Każde słowo, każda reakcja drużyny przeciwnej jest widziana, słyszana i natychmiast komentowana.

 

– To było spotkanie pomiędzy liderem i wiceliderem, więc nasycone dość dużymi emocjami, ale też mecz jak każdy inny, gdyby nie te ekscesy.... Jeśli możemy mówić o jakiś standardowych przebiegach meczów w dyscyplinach innych niż szachy, czy tenis, to w każdej dyscyplinie są trenerzy mniej lub bardziej dynamiczni, są uwagi krytyczne i pretensje do sędziów. Być może w przypadku Marby Sędziszów jest inaczej – tam na ławce nie ma trenera, bo trenerka gra na boisku, nie są więc przyzwyczajeni do tego, że trener zza linii gra z zespołem... – usprawiedliwia się Pajda i kontynuuje swą opowieść:

 

– Nie było też nic nadzwyczajnego w tym, że naszą ekipę obrzucano epitetami w stylu "szmaty", "k...wy", choć w takiej atmosferze nie ma komfortu grania. Mamy młodą drużynę, sporo juniorek, które po czymś takim mogą tracić chęć do gry... Funkcjonujemy jednak w tym biznesie i zawodniczki muszą wiedzieć, że mogą spotkać się z takimi reakcjami. Wszystko było w porządku, do momentu, gdy w czwartym secie doprowadziliśmy do stanu 2:2...

 

To wówczas – zdaniem szkoleniowca przyjezdnych – miał nastąpić kulminacyjny moment awantury:

 

– Nie widziałem, co spowodowało reakcję kibica, ale widziałem tę reakcję. Widziało ją więcej osób, w końcu doszło do tego nie gdzieś na zapleczu, ale w centralnym miejscu hali sportowej. Chwilę po wybuchu radości na naszej ławce, podbiegł do niej kibic gospodarzy i wymierzył ciosy nogą naszemu fizjoterapeucie... Ciosy w okolicach splotu słonecznego. Były to dwa kopnięcia... Zgłosiłem to sędziemu obserwatorowi, który przyjechał z Tarnowa oraz głównej arbiter. Poprosiliśmy o przywrócenie porządku na hali, ponieważ nie było na niej ani ochrony, ani służb porządkowych.

 

Po chwili trener nakazał zespołowi zejść do szatni.

 

– Gdy schodziliśmy do szatni, podbiegło do nas dwóch osiłków, którzy próbowali zaatakować dziewczyny. Jednak w momencie, gdy organizatorzy zapewnili nas, że zaprowadzili już porządek, wróciliśmy na boisko, by rozstrzygnąć to spotkanie w sportowej walce. Wygraliśmy 16:14, a po meczu rywalki wraz z grającą trener nie podeszły do nas, by podziękować za rywalizację. Odrzuciły nasz proporczyk i torbę ciastek, podarunek od naszego sponsora... – na potwierdzenie swych słów trener odsyła nas do materiału wideo zamieszczonego na profilu klubu na Facebooku.

 

 

– Nie jestem człowiekiem krystalicznym, jestem dość dynamicznym trenerem, gram z zespołem, reaguję... Dostałem w trakcie meczu czerwoną kartkę za podejście do stolika sędziowskiego i próbę rozmowy z kwalifikatorem na temat jakości sędziowania, ale nie było w tym agresywnego zachowania z mojej strony. Całe spotkanie zostało opisane, a jedynym formalnym dokumentem potwierdzającym przebieg wydarzeń jest w tej sytuacji protokół, w którym sędziowie spisali wszelkie uwagi. W nim sędziowie opisali zdarzenie jako "atak fizyczny kibica na przedstawiciela ekipy i brak zachowania ceremoniału", żadnych innych uwag w protokole nie ma – odpiera ataki szkoleniowiec gości.

 

– Nie obwiniam za całe to zajście ani organizatorów, ani znacznej części publiczności, która w większości normalnie dopingowała swą drużynę. Po meczu apelowałem o to, by wyciszyć te emocje. Nie chciałem, by zachowanie kilku kibiców kładło się cieniem na tej rywalizacji. Jednak w mediach społecznościowych rozpętała się dyskusja, wiele osób obwiniało nas za to zamieszanie, najprawdopodobniej zgłosimy więc to zajście do PZPS – kończy trener Pajda.

 

 

Sprawa więc zostanie najprawdopodobniej rozpatrzona przez działaczy Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Być może uda się im rozstrzygnąć, po czyjej stronie leży wina za ten nieprzyjemny incydent.

Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze