Dwumetrowy były hokeista jest lepszy od połowy obrońców ekstraklasy! A zarabia...

Piłka nożna
Dwumetrowy były hokeista jest lepszy od połowy obrońców ekstraklasy! A zarabia...
fot. Cyfrasport
Dwumetrowy Tomas Petrasek (w środku).

Piłkarze czołowych klubów naszej ekstraklasy to najbardziej przepłacona grupa społeczna jeśli brać procentowy stosunek zarobków do jakości wykonywanej pracy w danym zawodzie. Przykładowo, przeciętny ślusarz nigdy nie zarobi aż trzydzieści razy tyle niż tylko nieco od niego słabszy ślusarz. W polskiej piłce w tej kwestii różnice są jednak gigantyczne.

Wrażenie ostatnio zrobiła podwyżka dla 19-letniego Kamila Jóźwiaka, którego aby nie czmychnął na zachód skuszony w Lechu Poznań kwotą 40 tysięcy złotych miesięcznie. To i tak drobne przy tym co oferuje Legia (miała ona też zresztą chrapkę na Jóźwiaka). Kwoty rzędu 150 tysięcy miesięcznie dla rezerwowego, czy 280  tysięcy złotych miesięcznie dla solidnego jednie obrońcy to żadne wielkie halo.

Z jednej strony nie ma co się na rzeczywistość obrażać, bo skoro ktoś chce tyle płacić to jego sprawa i wielkie brawa dla menedżerów, którzy są aż tak sprawni w negocjacjach. Z drugiej zastanawia dlaczego te najważniejsze polskie kluby tak niechętnie sięgają po zawodników z niższych lig, którzy ewidentnie nie są wiele słabsi, a nieporównywalnie tańsi.

Podczas ostatniej kolejki pierwszej ligi w Polsacie Sport mieliśmy okazję obserwować mecz Miedzi Legnica z Rakowem Częstochowa. W ekipie beniaminka z Częstochowy gwiazdą jest  dwumetrowy czeski obrońca Tomas Petrasek. Dzięki pomysłowości oryginalnego trenera Marka Papszuna, w wielu momentach spotkań, nie tylko przy stałych fragmentach gry, pełni on rolę najbardziej wysuniętego napastnika. I strzela gole. W poprzednim sezonie wbił ich dla Rakowa osiem, w tym w połowie rozgrywek już pięć. Były napastnik praskiej Victorii Żiżkov jeszcze dziesięć lat temu podobnie jak ojciec był hokeistą. Pewnie dzięki temu dryblas z Częstochowy jest nie do przejścia, a rywali wprost demoluje.

Bez żadnej przesady i z czystym sumieniem moglibyśmy wymienić z dziesięciu środkowych obrońców z ekstraklasy słabszych od Petraska, który w Rakowie kasuje całe... siedem tysięcy złotych miesięcznie. Że to jednak tylko pierwsza liga i w ekstraklasie mógłby się nie sprawdzić? Przecież między tymi ligami nie ma praktycznie różnicy. Pierwszoligowcy Góralski, Kądzior czy Kurzawa zaraz po przenosinach do ekstraklasy trafiali przecież do reprezentacji, Żurkowski do młodzieżówki, a najlepszy strzelec Nice I ligi Angulo jest też najskuteczniejszy w rozgrywkach na najwyższym szczeblu.

Dobrych przykładów można wymienić jeszcze więcej. Coś mi się jednak wydaje, że kluby ekstraklasy sceptycznie podchodzą do korzystania z zasobów pierwszoligowej kopalni talentów wcale nie z powodów czysto sportowych. Tu raczej chodzi o możliwość wzięcia prowizji, czyli jak mówi się w środowisku tzw. pajdy przy okazji takiego transferu. I nie mam na myśli jedynie menedżerów. A te pajdy są jednak znacznie bardziej okazałe, kiedy ściąga się zawodników bezpośrednio zza granicy.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze