Monety, zapalniczki i świński łeb. 15 lat temu Figo przeżył koszmar na Camp Nou

Piłka nożna
Monety, zapalniczki i świński łeb. 15 lat temu Figo przeżył koszmar na Camp Nou
fot. PAP/EPA

23 listopada 2002 roku miał miejsce mecz, który na stałe zapisał się w historii futbolu. To nie był pierwszy raz, kiedy na Camp Nou w barwach Realu Madryt zawitał Luis Figo, ale wówczas kibice FC Barcelony pokazali swoje oblicze z tej gorszej strony, kumulując gniew wobec Portugalczyka, którego nazwali „zdrajcą”.

Aby zrozumieć co czuli kibice Barcelony w tamtym czasie wystarczy przypomnieć sobie słowa Jose Mourinho, który będąc trenerem Interu Mediolan chciał wziąć ze sobą Figo na ławkę trenerską, kiedy to jego drużyna grała w półfinale Ligi Mistrzów z Katalończykami na Camp Nou. Triumfator Złotej Piłki był wówczas dyrektorem sportowym mediolańskiego klubu. Jeden z dziennikarzy zapytał Mourinho o motywy takiej decyzji, ten odpowiedział z uśmiechem. - Tam będzie ok. stu tysięcy ludzi krzyczących „Ty portugalski skurw.....”. Kiedy jednak wezmę Figo ze sobą, połowa ludzi będzie obrażać jego, a druga połowa mnie – zdradził The Special One z rozbrajającą szczerością.

 

Starcia FC Barcelony z Interem Mediolan w żaden sposób nie można jednak porównać do tego co działo się 23 listopada 2002 roku w El Clasico. To był trzeci sezon po tym jak Figo postanowił zmienić barwy klubowe i po raz pierwszy pojawił się w stolicy Katalonii. 20 listopada 2000 roku Portugalczyk został „nagrodzony” gwizdami prawdopodobnie największymi w historii futbolu (specjaliści obliczyli, że hałas na stadionie przewyższał moment startu Boeinga). Z trybun dało się usłyszeć „Zdrajca”, „Najemnik”, „Judasz przy tobie to prawdziwy przyjaciel”, „Tak bardzo jak cię kochaliśmy jak teraz cię nienawidzimy”, „Byłeś królem, a teraz wracasz jako łachmaniarz” - to tylko namiastka tych bardziej cenzuralnych i nadających się do cytowania obelg zadedykowanych w stronę Figo.

 

W sezonie 2002-2003 portugalski pomocnik drugi raz zjawił się na Camp Nou. Wściekłość i frustracja miejscowych wcale nie była mniejsza niż za pierwszym razem. Kibicom także nie wyczerpały się przedmioty rzucane w kierunku swojego dawnego idola.

 

Gwizdom nie było końca. Wielu kibiców ostentacyjnie wymachiwało białymi chusteczkami. Kiedy jednak w 24. minucie dośrodkowanie Raula Bravo zostało zablokowane przez Michaela Reizigera i sędzia podyktował rzut rożny, wówczas rozpętało się prawdziwe piekło. W kierunku chorągiewki do której zmierzał Figo rzucano czym się da. Butelki, zapalniczki, monety. Sam zainteresowany na początku wahał się, ale w końcu podszedł do narożnika i o mało nie zdobył bramki bezpośrednio z rzutu rożnego. Piłkę zdołał wybić golkiper Barcy, Bonano. To oznaczało kolejny korner, tym razem po drugiej stronie boiska.

 

Wycieczka Figo z jednego narożnika do drugiego to była prawdziwa wyprawa. Na boisku wylądowała nawet butelka whisky, ale to co przeszło do historii to świńska głowa, która trafiła tuż pod nogi Portugalczyka. Pomocnik Realu zdołał to zauważyć, ale nie był w stanie wznowić gry. I na nic dały się prośby Carlesa Puyola, który apelował do kibiców o zachowanie spokoju. Sędzia tego spotkania przerwał mecz na kwadrans i dopiero po przerwie, kiedy zawodnicy wrócili z szatni, wychowanek Sportingu Lizbona był w stanie wykonać rzut rożny.

 

Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Jedni i drudzy stworzyli sobie bardzo mało dogodnych sytuacji, ale ten mecz i tak przeszedł do historii i zostanie jeszcze na długo zapamiętany. Na pewno przez pewnego Portugalczyka.

 

 

Luis Figo w barwach FC Barcelony rozegrał 249 spotkań, w których strzelił 45 bramek. Zdobył w tym czasie dwa mistrzostwa Hiszpanii, dwa Puchary Króla, Superpuchar Hiszpanii oraz Superpuchar Europy. Przez pięć lat był on niewątpliwie absolutnym idolem Katalończyków. Latem 2000 roku był bohaterem jednego z najbardziej spektakularnych transferów w historii futbolu. Prezes Realu Madryt, Florentino Perez obiecał swoim kibicom sensacyjny zakup. Akurat Figo był już bardzo blisko przedłużenia umowy z Barceloną, ale jego agent porozumiał się z Królewskimi. Kibice Barcy rozpaczali. Co gorsza, przypomniano wywiad z portugalskim pomocnikiem, w którym obiecuje, że pozostanie wierny Barcelonie. Ten wywiad miał miejsce kilka dni przed przejściem do Realu...

 

„Moim jedynym błędem było stwierdzenie, że nigdy nie odejdę” przyznał Figo po pewnym czasie.

Krystian Natoński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze