Była to dopiero czwarta wygrana Polaków w dotychczasowych 12 spotkaniach o punkty z tym rywalem. W drugim meczu grupy C Kosowo przegrało z Litwą 61:99.

 

Pod nieobecność Adam Waczyńskiego (Unicaja Malaga w piątek gra w Eurolidze z CSKA Moskwa) Polacy rozpoczęli piątką: Łukasz Koszarek, Mateusz Ponitka, Przemysław Zamojski, Aaron Cel i Damian Kulig.

 

Po pierwszych, wyrównanych minutach, w których prowadzenie zmieniało się niemal po każdym rzucie, biało-czerwoni zaczęli uzyskiwać wyraźniejszą przewagę po akcjach inicjowanych przez najbardziej doświadczanego Koszarka (33 lata, 174. mecz w reprezentacji). Punkty Ponitki i rzut ze skrzydła zza linii 6,75 m Cela dały prowadzenie 12:6 w szóstej minucie. Trener Mike Taylor wprowadził wówczas na parkiet kilku zmienników i w grę Polaków wkradł się chaos. Wykorzystali to Węgrzy, którzy po rzutach z dystansu doprowadzili do remisu 14:14, a po 10 minutach prowadzili 16:14.

 

Druga kwarta to niemoc w ataku polskich koszykarzy i duża liczba strat - w połowie meczu mieli ich osiem przy pięciu rywali. Po rzucie Davida Vojvody Węgrzy prowadzili 22:14, zaś pierwsze punkty w tej części dla gospodarzy zdobył po blisko czterech minutach Ponitka. Przerwy brane przez sztab szkoleniowy Polaków nie zmieniły sytuacji i w 16. minucie Madziarzy wygrywali 29:18. Była to najwyższa przewaga przed przerwą. Straty przed zejściem do szatni nieco zmniejszył celną "trójką" Cela i było 22:29.

 

Druga połowa była zdecydowanie lepsza w wykonaniu biało-czerwonych, którzy wzmocnili defensywę i zagrali z większa zaciętością. W trzeciej kwarcie zmniejszali kilkukrotnie straty do trzech punktów (29:32, 31:34, 33:36), ale za każdym razem podopieczni trenera Stojana Ivkovica odskakiwali na pięć-sześć. Czynili to przede wszystkim po błędach Polaków w ataku, o co pretensje do zawodników miał Taylor.

 

Po 30 minutach Polacy tracili tylko punkt - 39:40, ale w czwartej odrobili to z nawiązką, głównie za sprawą Kamila Łączyńskiego i Michała Sokołowskiego. Ten pierwszy znakomicie potrafił znaleźć dobrze dysponowanego rzutowo skrzydłowego Rosy Radom czy podać pod kosz do wchodzącego dynamicznie Ponitki, najskuteczniejszego zawodnika w zespole. Łączyński, który udanie zastąpił Koszarka, miał sześć asyst i przechwyt.

 

Po akcji Sokołowskiego Polska objęła pierwsze prowadzenie 41:40, a później ten koszykarz trafił jeszcze dwa razy zza linii 6,75 m i zdobył w ostatniej odsłonie 13 z 14 punktów w meczu. Po rzucie "za trzy" Tomasza Gielo Polacy w 34. minucie wygrywali 56:47.

 

Z rywali najwięcej problemów sprawiał im Zoltan Perl (13 pkt w czwartej kwarcie) oraz klubowy kolega Ponitki z Iberostaru Teneryfa Rosco Allen. To właśnie po ich akcjach Węgrzy zmniejszyli straty do czterech punktów (55:59) na 2.40 min przed końcem.

 

Kolejne sekundy były kluczowe dla losów meczu. Po punktach Ponitki oraz dwóch faulach technicznych zapisanych rywalom (w tym jeden szkoleniowcowi) Polacy wyszli na 63:55. Kolejne dwa punkty dorzucił Sokołowski i biało-czerwoni po raz pierwszy w spotkaniu objęli prowadzenie różnicą 10 pkt.

 

Czwartą kwartę Polacy wygrali aż 31:20. Mieli też w całym spotkaniu, niezłą skuteczność za dwa punkty - 56 proc (18/32 rzuty) oraz minimalną przewagę pod tablicami (31-30). Zmniejszyli też w drugiej połowie liczbę złych zagrań (w całym spotkaniu mieli 13, przy 14 stratach Węgrów).

 

Po meczu Polska – Węgry (70:60) powiedzieli:

 

Mike Taylor (trener reprezentacji Polski): "Jestem bardzo dumny z zespołu. Nie było dzisiaj lekko. Rywale dobrze bronili, to fizyczny zespół, ale chłopcy wytrzymali presję i chwile niepowodzenia do przerwy. W drugiej połowie znaleźliśmy nasz rytm. Wielki udział w tej wygranej mają rezerwowi: Michał Sokołowski, Kamil Łączyński, Karol Gruszecki, Tomasz Gielo. Dali dobre wsparcie drużynie, pozwolili nam kontrolować mecz w końcówce. Muszę też oddać szacunek drużynie węgierskiej.

 

- Mecz miał dwa oblicza. Słabo w niego weszliśmy. Latem mieliśmy przed ważną imprezą dziesięć meczów sparingowych, tygodnie przygotowań. Teraz tylko kilka dni, więc początkowo w ataku nie funkcjonowaliśmy najlepiej. Nie było właściwego tempa gry. W drugiej połowie skoncentrowaliśmy się na obronie akcji dwójkowych rywali, znaleźliśmy rytm, lepiej graliśmy piłką.

 

- Duży udział miał w tym Kamil Łączyński. Dołączył do reprezentacji najpóźniej, ale to mądry zawodnik, szybko się uczy i dobrze pasuje do filozofii naszego ataku. Jest przy tym dobrym organizatorem, szybko reaguje na sytuacje na boisku. Wspólnie ze sztabem dyskutujemy sytuacje meczowe i reagujemy. Dyspozycja Kamila sprawiła, że grał do końca spotkania, całą czwartą kwartę.

 

Inny wojownik to Sokołowski. Jedne mecze są delikatne, inne bardzo fizyczne. Takie było dzisiejsze spotkanie - gra rękami, wypychanie na zasłonach. Michał w takiej rywalizacji zwykle się sprawdza i tak było dzisiaj. Jego fizyczność bardzo nam dzisiaj pomogła. Każdy z trenerów lubi tego typu graczy i daje im szanse”.

 

Tomasz Gielo (Polska): „To ważne zwycięstwo, dobry start w kwalifikacjach. W nowym systemie rozgrywek pokazaliśmy nowy duch w drużynie. Rywale grali twardo, zaczęli dobrze, Ale byliśmy w stanie się temu przeciwstawić".

 

Przemysław Zamojski (Polska): „Zastępowałem w pierwszej piątce Adama Waczyńskiego, bo trener wyznaczył mi zadanie przeszkadzania najlepszemu strzelcowi rywali Davidowi Vojvodzie. Było założenie, żeby wyjść agresywnie na niego, utrudniać mu grę, jak najwięcej odcinać od piłki. W jakimś stopniu to wyszło. Przede wszystkim cieszymy się z wygranej. Wkład rezerwowych graczy w dzisiejszą wygraną pokazuje głębię naszego składu, wielki potencjał. Mamy 12 zawodników gotowych do gry, na równym poziomie. Z tego musimy korzystać, bo ktoś na pewno odpali. Dzisiaj Michał dał megazmianę z ławki, pociągnął drużynę. I o to chodzi”.

 

Stojan Ivkovic (trener reprezentacji Węgier): „Gratulacje dla zwycięzców. To był dla nas ciężki mecz. Mamy bardzo młody zespół. Uważam, że pokazał dziś więcej niż się po nim spodziewałem. Nie rozumiem sytuacji z przewinieniem technicznym. Prosiłem o czas, nie został przyznany, a gdy się upomniałem, zostałem ukarany technicznym. Polskiemu zespołowi życzę powodzenia w kolejnych meczach".

 

Zoltan Perl (Węgry): „To był dla nas ciężki mecz. Dobrze zaczęliśmy. Kontrolowaliśmy pierwszą połowę. Po przerwie zespół polski wzmocnił obronę, a my graliśmy w defensywie zbyt delikatnie. Popełniliśmy także zbyt wiele strat. Teraz koncentrujemy się na spotkaniu z Kosowem".

 

Polska – Węgry 70:60 (14:16, 8:13, 17:11, 31:20)

 

Polska: Mateusz Ponitka 17, Michał Sokołowski 14, Damian Kulig 7, Tomasz Gielo 7, Aaron Cel 6, Łukasz Koszarek 5, Przemysław Karnowski 5, Przemysław Zamojski 5, Kamil Łączyński 2, Karol Gruszecki 2;

Węgry: Zoltan Perl 18, David Vojvoda 15, Rosco Allen 11, Janos Ellingsfeld 6, Benedek Varadi 6, Kemal Karahodzic 2, Szilard Benke 2, Andras Rujak 0, Akos Keller 0, Marko Filipovity 0, Levente Juhos 0, Peter Kovacs 0.