"Odwołają zawody? To możliwe?" - to pytanie padało wczoraj najczęściej podczas wspólnej kolacji. Wiadomość o zamachach wszystkich poruszyła, ale nie przestraszyła. W El Gounie nie da się poczuć żadnego zagrożenia. - To prywatne miasto, zamknięte. Z prywatną ochroną i dodatkowo policją. Typowy kurort - jest tu bardzo bezpiecznie. Nigdy nie było żadnego incydentu - przekonuje Aleksandra Lach, córka założyciela wyciągu w El Gounie, która pracuje w wakeparku. - Jest nam przykro, bo my chcemy po prostu wreszcie stanąć na nogi. Po rewolucji i obaleniu Mubaraka. A tu co chwila coś się dzieje... Chcemy żeby do nas przyjeżdżali ludzie, żeby się nie bali. Z turystyki utrzymuje się tu 20 milionów ludzi - tyle co połowa Polski! - mówi płynną polszczyzną Ibrahim Ilhedi, także pracujący w Sliders Cable Park. Jego ojciec jest Egipcjaninem, ale matka - Polką, pochodzi z Krakowa i nauczyła syna języka. Ale tu każdy Egipcjanin mówi co najmniej po angielsku, wielu po niemiecku, kilku po rosyjsku i polsku. Do tego są naprawdę uprzejmi i spokojni. Dla gości prawdziwy raj...

 

Tego wizerunku nie zakłóciły nawet smutne doniesienia w Półwyspu Synaj. Mimo żałoby narodowej organizatorzy nie zdecydowali się odwołać zawodów, bo to znacznie więcej niż 1 mecz czy nawet kilka dni zawodów. - Zawodnicy z 22 krajów ściągnęli do Egiptu co najmniej kilka dni przed zawodami, niektórzy są tu już od tygodni! Nikt z oficjeli nie myślał nawet o tak drastycznym rozwiązaniu - tłumaczy Ismail. Przede wszystkim jednak trzeba pomyśleć o kosztach. Dla federacji - mówiąc wprost - niszowego wciąż sportu odwołanie i przełożenie zawodów byłby ogromnym wysiłkiem finansowym. Być może wręcz nie rzecz nie do udźwignięcia... A w samej El Gounie nie tylko nie czuć strachu, ale i narodowej żałoby. To miasto jest dla turystów. Dyskoteki huczały wczoraj do późnych godzin nocnych...

 

W niedzielę Biało-Czerwonych czekają ostatnie treningi. Kwalifikacje rozpoczną się w poniedziałek. Relacje z występów naszej kadry w Polsacie News i Posacie Sport News.