Barcelona przystępowała do hitu La Liga z drugą w tabeli Valencią, bez kilku ważnych graczy, między innymi Gerarda Pique zawieszonego za kartki. W miejsce doświadczonego obrońcy w defensywie gości pojawił się Thomas Vermaelen, dla ktorego był to pierwszy ligowy występ dla Dumy Katalonii w tym sezonie. W pierwszej połowie Belg i jego koledzy nie mieli zbyt dużo pracy, bowiem Valencia przyczaiła się na własnej połowie i czekała na okazje do kontry...

Jedna z takich sytuacji nadarzyła się w 31. minucie, po tym jak pan Iglesias Villanueva nie uznał ewidentnego gola strzelonego przez Leo Messiego. Neto w kuriozalny sposób przepuścił strzał "Atomowej Pchły" i wygarniał już piłkę zza linii bramkowej. Sędziowie przysnęli jednak na krótki moment i postanowili, by gra toczyła się dalej. Gospodarze wyszli z kontratakiem, ale Simone Zaza zakończył go minimalnie niecelnym strzałem.

Pierwsza połowa nie obfitowała w piękne akcje i wielkie emocje, ale już druga zaczęła się kapitalnie dla Nietoperzy. Na lewej stronie regularnie szalał Goncalo Guedes, który rozpoczął też akcję bramkową Valencii z 60. minuty. Do jego podania doszedł Jose Gaya, który zagrał wzdłuż bramki do Rodrigo, a ten z najbliższej odległości dopełnił formalności. Po chwili ujrzał żółtą kartkę, za cieszynkę... z czerwonymi włosami stylizowanymi na Marouane Fellainiego.

Gospodarze od tego momentu mądrze się bronili i nic nie wskazywało na to, że Barca może ukąsić bezpośredniego rywala w tabeli La Liga. Od czego jednak Katalończycy mają Leo Messiego, który w 82. minucie genialnie wypatrzył wbiegającego w pole karne Jordiego Albę, dograł mu piłkę, a lewy obrońca gości świetnie wykończył akcję. Barcelona uratowała więc remis, który wciąz daje jej czteropunktową przewagę nad Valencią.

Valencia CF - FC Barcelona 1:1 (0:0)
Bramki: Rodrigo (60') - Alba (82')