Tego dnia w ekstraklasie odbyły się mecze z udziałem czterech drużyn, którym ostatnio się nie wiedzie.

 

Lech w starciu z rywalami z Płocka chciał przełamać serię pięciu meczów bez zwycięstwa. Łatwo nie było, ale ostatecznie drużyna z Wielkopolski wygrała 2:1. Wszystkie gole padły w pierwszej połowie. Dla Lecha trafili reprezentant Polski Maciej Makuszewski i Duńczyk Christian Gytkjaer, a dla gości doświadczony bośniacki pomocnik Semir Stilic, były zawodnik Lecha.

 

Lech awansował na czwarte miejsce (28 pkt) w tabeli, natomiast Wisła po czwartej kolejnej porażce jest jedenasta (20 pkt).

 

W niedzielę rozegrano także prestiżowe derby Dolnego Śląska - piłkarze z Wrocławia podejmowali Zagłębie Lubin. O zwycięstwie 1:0 Śląska, który w poprzednich pięciu meczach poniósł cztery porażki, rozstrzygnęła końcówka spotkania.

 

W doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut wolny dla gospodarzy. Po dośrodkowaniu na pole karne w dużym zamieszaniu najwyżej do piłki wyskoczył Francuz z polskim obywatelstwem Mathieu Scalet. Trudno jednak ustalić, kto strzelił gola, ponieważ zmierzającą do siatki piłkę dotknął jeszcze głową wbiegający do bramki Piotr Celeban. Nawet powtórki telewizyjne nie wyjaśniają jednoznacznie tej wątpliwości.

 

Licząc zawodników kontuzjowanych i pauzujących za kartki, trener Śląska Jan Urban nie mógł tego dnia skorzystać z dziewięciu piłkarzy.

 

"To było najsłabsze spotkanie w naszym wykonaniu na własnym boisku w tym sezonie. Taka jednak jest piłka. Pamiętaliśmy ten pierwszy mecz w Lubinie, kiedy też straciliśmy gola w doliczonym czasie gry. Cieszymy się z trzech punktów" - podkreślił Urban.

 

Śląsk jest dziewiąty z dorobkiem 23 pkt, a Zagłębie, które nie wygrało sześciu kolejnych meczów, w tym pięciu ligowych, ósme (24).

 

W szlagierze tej serii meczów znakomicie spisująca się jesienią Korona pokonała w sobotę w Kielcach prowadzącą przed 17. kolejką i broniącą tytułu Legię Warszawa 3:2. Liderem został Górnik Zabrze, który wygrał w piątek u siebie z wicemistrzem kraju Jagiellonią Białystok 3:1.

 

Legioniści tylko tydzień cieszyli się z pierwszego miejsca w tabeli. W poprzedniej kolejce pokonali w szlagierze Górnika 1:0, ale w ten weekend powody do radości mieli zabrzanie.

 

Oni już w piątek pokonali u siebie Jagiellonię 3:1, a dwie bramki zdobył Hiszpan Igor Angulo. Łącznie ma 18 goli i prowadzi zdecydowanie w klasyfikacji strzelców.

 

Podopieczni Marcina Brosza - niepokonani w tym sezonie na swoim stadionie - z dorobkiem 32 punktów awansowali na pozycję lidera i w dobrych humorach mogli czekać na sobotni mecz Legii w Kielcach.

 

Tam emocji nie brakowało. Korona, choć przegrywała już od drugiej minuty po golu Jarosława Niezgody, jeszcze przed przerwą zdołała wyjść na prowadzenie 2:1. W 39. minucie do siatki trafił posiadający włoskie i niemieckie obywatelstwo Elia Soriano, a wkrótce potem jego wyczyn powtórzył Estończyk Ken Kallaste.

 

Pod koniec pierwszej połowy Legia straciła kontuzjowanego, aktywnego w tym meczu Brazylijczyka Guilherme, ale na początku drugiej wyrównała za sprawą Fina Kaspera Hamalainena. Decydujący cios zadała jednak Korona. W 78. minucie strzałem z bliska trzy punkty zapewnił jej Jacek Kiełb.

 

Korona (29 pkt) awansowała na trzecie miejsce. Kielczanie kontynuują świetną serię - nie przegrali żadnego z ostatnich ośmiu meczów w ekstraklasie i dwóch w Pucharze Polski. Stracone w sobotę gole były pierwszymi od 20 października.

 

Tymczasem dla Legii (31 pkt) to pierwsza porażka po pięciu kolejnych wygranych w ekstraklasie (plus zwycięstwo 3:1 w Pucharze Polski nad Druteksem Bytovią).

 

Sobotnie mecze odbywały się w ciężkich warunkach, zwłaszcza w Szczecinie i Gdyni. Z powodu opadów deszczu opóźniono nawet rozpoczęcie spotkania Pogoni z Piastem Gliwice (o pół godziny), dwóch ostatnich drużyn w tabeli. W końcu piłkarze wybiegli na boisko, a spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Pogoń pozostała na szesnastym (10 pkt), natomiast Piast na piętnastym miejscu (17).

 

Popis strzelecki zademonstrowali piłkarze Arki Gdynia, który pokonali u siebie beniaminka Sandecję Nowy Sącz 5:0. Już do przerwy gospodarze prowadzili 4:0. Dwie bramki, obie z rzutów karnych, zdobył Mateusz Szwoch.

 

To najwyższe zwycięstwo Arki w historii jej występów w ekstraklasie i najwyższa porażka Sandecji w tej klasie rozgrywek. Trzynasty w tabeli zespół z Nowego Sącza nie wygrał ośmiu ostatnich meczów w lidze, odpadł również z Pucharu Polski.

 

Kolejkę rozpoczął w piątek mecz Cracovii z dziewiątą Lechią Gdańsk. Piłkarze z Trójmiasta wygrali dwa poprzednie spotkania, ale tym razem musieli uznać wyższość rywali. "Pasy", choć przegrywały 0:1, ostatecznie zwyciężyły 2:1, strzelając decydującego gola w doliczonym czasie gry z rzutu karnego, podyktowanego przez sędziego po wideoweryfikacji. Oba trafienia dla dwunastych w tabeli gospodarzy zaliczył Krzysztof Piątek, który w sumie ma osiem trafień w sezonie.

 

W poniedziałek odbędzie się spotkanie drużyn z Małopolski. Czternasty w tabeli zespół Bruk-Betu Termaliki Nieciecza podejmie piątą obecnie Wisłę Kraków.