Manchester City w szesnastu meczach wygrał aż piętnaście razy i tylko raz zremisował. Maszyna Pepa Guardioli wydaje się nie do zatrzymania na krajowym podwórku, bijąc kolejne rekordy. Tym, który miał powstrzymać "Obywateli", miał być Jose Mourinho, ale prowadzony przez niego Manchester United przegrał 1:2. Gdyby jednak nie proste błędy i fatalna skuteczność pod bramką Edersona, to wynik mógł zupełnie inny. Kilka okazji miał Romelu Lukaku, ale w decydujących momentach zawiódł...

Przypadek Belga jest dziwny, bo niby ma na koncie 8 bramek w sezonie ligowym, ale trafia tylko z zespołami spoza najlepszej szóstki, co nie mogło umknąć wielu krytykom. Manchester United mierzył się w tym sezonie z Chelsea, Tottenhamem, Arsenalem i Manchesterem City, a on w żadnym meczu nie wpisał się na listę strzelców. A w tym ostatnim przeciwko lokalnemu rywalowi jeszcze maczał palce przy trafieniach gości...

Najpierw piłka odbiła się od niego po rzucie rożnym, co skrzętnie wykorzystał David Silva. W drugiej połowie Lukaku źle interweniował po rzucie wolnym, przez co futbolówka trafiła do Nicolasa Otamendiego, a ten ustalił wynik na 2:1 dla Manchesteru United. Fani "Czerwonych Diabłów" właśnie w Belgu widzą największego winowajcę niedzielnych derbów.

Lukaku będzie miał okazję do rehabilitacji już w środę - Manchester United zagra z Bournemouth.