W pierwszej połowie bliższe zdobycia gola było Zagłębie, ale płynniejsza gra Lecha. Lubinianie zagrażali bramce gości praktycznie tylko po stałych fragmentach gry. Najpierw po rzucie rożnym głową strzelał Sasa Balic i Matus Putnocky wypuścił z rąk piłkę, do której niewiele brakowało, a dopadłby Jakub Świerczok. Kilka chwil później Krzysztof Janus jako pierwszy po dośrodkowaniu z rogu doszedł do piłki i bramkarz Lecha nie bez trudu obronił jego strzał.

 

Lech był lepszy w konstruowaniu akcji, ale brakowało mu skutecznego wykończenia. Pierwszy szansę miał Mario Situm, ale z pola karnego strzelił bardzo mocno i bardzo wysoko. Potem Robert Gumny znalazł się w polu karnym, ale ni to dośrodkował, ni to strzelał. Później jeszcze z linii pola karnego uderzył bardzo aktywny w pierwszej połowie Darko Jevtic, lecz Martin Polacek wykazał się refleksem i piłka nie wpadała do siatki.

 

Tuż przed przerwą lubinianie dopięli swego, ale sędzia Jarosław Przybył odgwizdał pozycję spaloną Janusa. Sytuacja była stykowa i nawet jeżeli pomocnik Zagłębia był na spalonym, to minimalnym.

 

Druga połowa mogła się rozpocząć fantastycznie dla Lecha, gdyby nie Polacek. Po dośrodkowaniu Łukasz Trałka uderzył głową i kiedy wydawało się, że piłka wpadnie do siatki, bramkarz Zagłębia końcami palców ją jakoś zatrzymał. Dobijać próbował jeszcze Jevtic, ale ubiegł go Janus.

 

Jednak obraz gry w porównaniu z pierwszą połową niewiele się zmienił – Lech nadal lepiej operował piłką, a Zagłębie, nieco bardziej cofnięte, szukało szans w kontratakach. Gorąco zrobiło się w 66. minucie. Zaczęło się od błędu Gumnego, który stracił na własnej połowie piłkę. Ta trafiła do Bartłomieja Pawłowskiego, który po starciu z Emirem Dilaverem padł w polu karnym. Sędzia odgwizdał faul i wskazał na jedenasty metr i kibice Zagłębia zaczęli świętować.

 

Arbiter Jarosław Przybył najpierw z nasłuchu kontaktował się z pomocnikami z VAR, a później sam analizował na ekranie całą sytuację. Trwało to bardzo długo,aż w końcu zniecierpliwieni kibice zaczęli gwizdać. W końcu sędzia z Kluczborka odwołał swoją decyzję.

 

To był moment zwrotny, bo teraz Zagłębie zaczęło przeważać, częściej gościć pod polem karnym Lecha, a goście mieli problemy nie tylko z wypracowaniem sobie sytuacji, ale nawet z wyjściem z własnej połowy. Po strzale Świerczoka zza pola karnego część kibiców wzniosła już ręce w górę, ale piłka trafiła w boczną siatkę. Kilka chwil później Pawłowski zagrał wzdłuż bramki, do piłki dopadł Alan Czerwiński, ale nie strzelał, tylko dogrywał i obrona Lecha zdołała wyjaśnić sytuację.

 

Sędzia doliczył aż osiem minut i nie był to nudny czas. Najpierw drugą żółtą kartkę za zablokowanie wznowienia gry dostał Rafał Janicki. Paradoksalnie Lech grając w dziesiątkę stworzył sobie najlepszą okazję do zdobycie gola. Po podaniu Kamila Jóźwiaka w idealnej sytuacji znalazł się Nicklas Barkroth. Pierwsze uderzenie obrońcy Zagłębia zablokowali, ale piłka wróciła do Szweda, który zamiast przymierzyć, huknął z całej siły i bardzo wysoko.

 

KGHM Zagłębie Lubin – Lech Poznań 0:0

 

KGHM Zagłębie Lubin: Martin Polacek – Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Sasa Balic – Krzysztof Janus (52' Patryk Tuszyński), Adam Matuszczyk, Filip Jagiełło, Bartłomiej Pawłowski, Łukasz Janoszka - Jakub Świerczok

 

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Rafał Janicki, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz – Darko Jevtic, Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski (63' Nicklas Barkroth), Mario Situm (58' Kamil Jóźwiak) - Deniss Rakels (77' Christian Gytkjaer)

 

Żółte kartki: Balic, Czerwiński - Rakels, Trałka, Janicki

Czerwona kartka: Janicki (90+4)

 

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork) Widzów: 7629