Przed startem nowego sezonu prezes CCC Polkowice Wiesław Kozdroń zapowiadał, że celem jest wyjście z grupy. Po porażce na Węgrzech z Sopronem Basket 53:70 szanse na znalezienie się w pierwszej czwórce poważnie zmalały. Zespół z Dolnego Śląska ma zaledwie dwie wygrane a przed sobą mecze m.in. z Dynamem Kursk, Galatasaray Stambuł i najbliższy z ZVVZ USK Praga (3 stycznia).

 

Początek meczu bardziej udany miały polkowiczanki, które szybko wyszły na prowadzenie 10:5. Kolejne sześć punktów zdobył jednak Sopron i później długo trwała wyrównana walka i żadnej z drużyn nie udało się zdominować rywalek. Dzięki skuteczniejszej końcówce CCC po pierwszej kwarcie prowadziło 20:16.

 

Po wznowieniu gry wystarczyła minuta i Węgierki wyszły na prowadzenie. Podobnie jak w pierwszej kwarcie jeden zespół na skuteczną akcję przeciwniczek odpowiadał tym samym. Aż do stanu 26:28, kiedy polska drużyna przez ponad trzy minuty nie potrafiła trafić do kosza. Fatalną passę przerwała dopiero Alysha Clark, ale wówczas było już 37:30.

 

Na długą przerwę Sopron schodził prowadząc 39:33, a zawdzięczał to przede wszystkim skuteczności z dystansu. Węgierki po dwóch kwartach miały na koncie aż 13 prób rzutów za trzy punkty, z czego pięć było skuteczne, przy zaledwie jednym celnym CCC na trzy próby.

 

Przez pierwsze pięć minut trzeciej kwarty polkowiczanki potrafiły zdobyć zaledwie dwa punkty. Węgierki może nie radziły sobie o wiele lepiej, ale powiększyły prowadzenie do 11 punktów (46:35). Chwilę później zrobiło się już 50:37 i był to decydujący moment meczu.

 

W ostatniej kwarcie CCC musiało odrobić dziesięć punktów (55:45) i zaczęło dobrze, bo po skutecznych akcjach Weroniki Gajdy i Temi Fagbenle przegrywała już tylko sześcioma. Na więcej Sopron jednak już polkowiczankom nie pozwolił. Na niewiele ponad pięć minut przed końcem meczu, przy stanie 62:53, trener CCC Georgios Dikaioulakos wziął czas, ale niewiele to pomogło. Kolejne dwie skuteczne akcje należały do Węgierek (67:53) i jasne się stało, że polski zespół nie zdoła już odwrócić wyniku spotkania. Same zawodniczki chyba też tak czuły, bo do końca spotkania nie potrafiły trafić do kosza.