Rockets od początku mieli w tym meczu problemy i w drugiej kwarcie przegrywali już różnicą 22 punktów. Później co prawda stratę odrobili, ale w końcówce ponownie mieli chwilę słabości. Spudłowali siedem rzutów z rzędu i Lakers odskoczyli na 110:100. Tego prowadzenia goście już nie dali sobie odebrać.

- Przede wszystkim zagraliśmy słabo w obronie. Rywale robili co chcieli i nie ma się co dziwić, że przegraliśmy - powiedział skrzydłowy Rockets Trevor Ariza.

To była piąta porażka Teksańczyków w tym sezonie, ale pierwsza z Chrisem Paulem w składzie. Poprzednich doznali, kiedy 32-letni rozgrywający leczył kontuzję. W środę zdobył tylko osiem punktów, a w czwartej kwarcie musiał opuścić parkiet z powodu urazu nogi. Niemal w pojedynkę zwycięstwo "Rakietom" starał się dać Harden, ale jego 51 punktów okazało się niewystarczające.

Bohaterem Lakers był natomiast Kyle Kuzma. 22-latek w NBA gra pierwszy sezon, a Lakers wybrali go w drafcie dopiero z 27. numerem. Kuzma od początku znajdował się w cieniu innego debiutanta, wybranego z "dwójką" Lonzo Balla, którego ojciec LaVar regularnie kontrowersyjnymi wypowiedziami przyciąga uwagę mediów.

Ball miewa przebłyski, ale generalnie zawodzi zdobywając średnio 9,6 pkt przy kiepskiej 34-procentowej skuteczności. Kuzma natomiast notuje 17,4 pkt, trafiając 50,7 proc. rzutów. Tym razem zadziwił wszystkich ustanawiając rekord kariery - 38 pkt.

- Takie mecze zdarzały mi się już wcześniej. Teraz gram przeciwko lepszym drużynom, ale towarzyszy mi to samo nastawienie. Po prostu wychodzę na parkiet i daję z siebie wszystko - podkreślił Kuzma.

Rockets z bilansem 25-5 nadal prowadzą w Konferencji Zachodniej, ale tuż za nimi są Golden State Warriors (25-6). Obrońcy tytułu, którzy wciąż muszą sobie radzić bez kontuzjowanych Stephena Curry'ego i Draymonda Greena, pokonali u siebie Memphis Grizzlies 97:84. Klay Thompson zdobył dla "Wojowników" 29 pkt, a Kevin Durant dołożył 22.

Na Wschodzie nadal najlepsi są Boston Celtics (26-8), choć przegrali u siebie z Miami Heat 89:90. Katem bostończyków okazał się ich były zawodnik Kelly Olynyk. 26-letni środkowy ustanowił rekord kariery zdobywając 32 pkt.