Popek, który miał za sobą już dwa pojedynki w KSW wydawał się faworytem w walce z debiutującym Oświecińskim. Wedle przewidywań szybko zdominował rywala, ale przez pierwszą rundę nie potrafił go skończyć. Mało kto zakładał, że walka potrwa dłużej niż pięć minut. W drugiej odsłonie wszystko się odmieniło, "Strachu" przeszedł do ataku i to on ostatecznie mógł się cieszyć ze zwycięstwa. 44-latek wygrał przez techniczny nokaut. Po starciu wyglądał na strasznie zmęczonego, wywiadu udzielał siedząc na krzesełku.

 

Popek szybko wyszedł z klatki, nie chciał rozmawiać o tym co się wydarzyło. Na kilka słów zdecydował się w drodze z Katowic do domu.

 

- Wracam do domu, do córki. Życzę Wam wesołych świąt. Wygrał, tego nie mogę mu zabrać. Sprawa wyglądała tak, i to nie jest żadne usprawiedliwienie, trzy dni przed walką zaczęło mnie kuć w boku. Po ważeniu spadłem do 109 kg, być może mam jakieś problemy z nerkami. Wiem, co muszę podciągnąć. Zabrakło mi trochę zdrowia, prądu. Kontrolowałem całą pierwszą rundę, muszę jednak podciągnąć moje kondycyjne sprawy. Zrobię to i w następnej walce pokaże się tak samo dobrze jak w pierwszej rundzie. Trzymajcie za mnie kciuki - powiedział.

 

Potem Popek odniósł się do walki Borysa Mańkowskiego, który w pojedynku wieczoru przegrał z Roberto Soldiciem i stracił pas mistrza KSW w kategorii półśredniej.

 

- Borys, jesteś hero, jestem Twoim największym fanem. Chcę być taki jak Ty i do tego będę dążył. Pozdrawiam Cię, jesteś jak ten "Dragon Ball" - dodał.