Skomentowałem 19 jego walk (i poza ekranem dwudzieste starcie, z „Masą” w sądzie okręgowym w Warszawie). Pamiętam go jeszcze jako 19-latka który na mistrzostwach Polski w Krakowie (1987) zdobył pierwszy tytuł wśród seniorów wygrywając po 3:2 z Mariuszem Łukasikiem i Henrykiem Zatyką, a w finale 5:0 ze starszym o 11 lat kolegą klubowym z Legii Januszem Czerniszewskim. Dyskutowano wtedy czy Andrzej nie powinien oddać walkowerem tytułu Czerniszewskiemu który zbliżał się do końca kariery. Ale Andrzej nie zgodził się na to, zaproponował: „zagrajmy w orła i reszkę”. Ostatecznie nie zagrali, lecz boksowali. I dobrze, wygrał Gołota i dostał nagrodę „Boksu” dla zawodnika, który zrobił największe postępy.

To, że Gołota ma wielki talent wiedzieliśmy wszyscy. Ale powiem szczerze, nie spodziewałem się że to właśnie od niego zacznie się fascynacja Polaków zawodowym boksem, wstawanie w nocy na jego walki, rekordy oglądalności Polsatu gdy walczył z Timem Witherspoonem (12 i pół miliona telewidzów oglądało ten pojedynek!!!).

Zastanawiam się które walki Gołoty (naocznie przeze mnie oglądane) zrobiły na mnie największe wrażenie. Na pewno drugie starcie Andrzeja z Riddickiem Bowe, podczas którego drżały mi ręce gdy robiłem notatki. Na pewno krwawa wojna z Coreyem Sandersem po której musiałem oddać marynarkę do pralni bo było na niej tyle krwi. Na pewno walki o mistrzostwo świata z Johnem Ruizem i Chrisem Byrdem w Madison Square Garden, których według mnie Andrzej nie przegrał (gdyby były rozgrywane w Polsce albo na neutralnym terenie byłby mistrzem świata). Na pewno walka z Tomaszem Adamkiem w Atlas Arenie na Polsat Boxing Night, bo oznaczała koniec jednej ery (Gołoty) i początek nowej (Adamka w wadze ciężkiej).

Wyrzucam z pamięci przykre wspomnienia z walk z Lennoxem Lewisem, Lamonem Brewsterem i Mikem Tysonem. Chcę zachować tylko dobre wspomnienia. Wam radzę to samo.

PS. Oglądałem wczoraj w Polsacie relację z Balu Mistrzów Sportu, świetne prowadzenie Pauliny Chylewskiej i Jerzego Mielewskiego, wartkie tempo. Naszła mnie jednak refleksja. Nie było żadnego boksera, nawet wśród nominowanych. Czy doczekam się zwycięstwa boksera, ostatni raz wygrał w 1953 roku Leszek Drogosz (nawiasem mówiąc Jurek Kulej, chociaż zdobył dwa olimpijskie złota nigdy nie triumfował w plebiscycie). Czy pojawi się jeszcze polski bokser dla którego ludzie będą zarywać noce, jak na Gołotę?