W 1/32 finału Pucharu Anglii doszło do kilku nieoczekiwanych rozstrzygnięć, jednak odpadnięcie już na tym etapie obrońcy tytułu i to z drugoligowcem to największa sensacja tego weekendu w Anglii. Arsenal wybrał się do Nottingham mocno przemeblowanym składem, a ekipa z Championship obnażyła wszelkie słabości ekipy Arsene'a Wengera i po dramatycznym spotkaniu wygrała 4:2.
 
Nottingham Forest zaczął świetnie, bo od bramki obrońcy Erica Lichaja. To był wieczór Amerykanina polskiego pochodzenia, który do siatki trafił dwukrotnie jeszcze przed przerwą - a przecież jest obrońcą. Gol "do szatni" był zresztą niespotykanej urody - po przyjęciu piłki na klatkę piersiową huknął z woleja nie do obrony. Goście odpowiadali, jednak mimo dużej przewagi w posiadaniu piłki zawodnicy gospodarzy byli niezwykle skuteczni.
 
Po przerwie Nottingham otrzymał aż dwie jedenastki, które w ostatnich tygodniach są prawdziwą zmorą Kanonierów i dopięli swego nawet mimo kontaktowej bramki Danny'ego Welbecka. W końcówce z boiska wyleciał Joe Worrall, jednak Forest dowieźli sensacyjne zwycięstwo. 
 
Po raz ostatni cztery gole Arsenalowi strzelił Liverpool w Premier League.
 
W innych niedzielnych spotkaniach pewne zwycięstwo nad Wimbledonem zanotował Tottenham, a Newport wygrał z Leeds.