Pucharowa przygoda pierwszoligowych siatkarzy Krispolu Września dobiegła końca, ale inaczej być nie mogło. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle nie znalazła jeszcze pogromców w ekstraklasie, wygrała też z trzecim zespołem pierwszej ligi 3:0 (25:19, 25:16, 25:21).

Drużyna z Wielkopolski, by dotrzeć do ćwierćfinału Pucharu Polski musiała wyeliminować trzech rywali: RCS Radom, Norwida Częstochowa i Aqua Zdrój Wałbrzych. Wszystkie te mecze wygrała na wyjeździe. Zaksa do rozgrywek dołączyła dopiero w tej fazie.

Przyjazd mistrza Polski do Wrześni wywołał ogromne zainteresowanie. W mogącej pomieścić nieco około 600 widzów hali Gimnazjum nr 2, zameldował się nadkomplet publiczności. Władze wrzesińskiego klubu postanowiły wpuścić kibiców na mecz za darmo. Nic dziwnego, że na kwadrans przed rozpoczęciem spotkania ochrona musiała zamknąć drzwi i ponad 100 sympatyków siatkówki odeszło z kwitkiem.

 


Ci, którzy liczyli na niespodziankę w postaci wygrania choćby seta przez gospodarzy, mogli czuć niedosyt. Jednak Krispol prowadzony przez doświadczonego trenera Mariana Kardasa kilka razy pokazał, że nawet z liderem ekstraklasy przynajmniej momentami można powalczyć jak równy z równym. Dopóki sił starczyło, wynik oscylował wokół remisu. Gdy ZAKSA wrzuciła "drugi bieg", przewaga na boisku była bardzo widoczna.

Mimo porażki Kardas miał prawo czuć satysfakcję z postawy swoich podopiecznych.

"Na początku było trochę tremy, taki mecz to zawsze coś innego, coś nowego. Ale wiedzieliśmy z kim gramy, zrobiliśmy w trzecim secie 21 punktów, wstydu więc nie było, a kibice mogli wychodzić z hali zadowoleni. Poza tym warto było pomęczyć się w Pucharze Polski, by zmierzyć się z takim rywalem. Nie wiem, czy mój zespół będzie miał kiedykolwiek okazję zagrać przeciwko drużynie mistrza Polski” – ocenił szkoleniowiec.

Wielu zawodników Krispolu po raz pierwszy miało okazję zagrać przeciwko tak utytułowanej drużynie. Dla środkowego Wojciecha Kaźmierczaka był to dość wyjątkowy mecz z innego względu, bowiem jeszcze trzy lata temu występował w ZAKSIE.

"Spędziłem w Kędzierzynie pięć sezonów i to był najlepszy okres w mojej karierze. To już jednak zamknięty rozdział. Natomiast nie motywowałem się specjalnie na to spotkanie. Chcieliśmy powalczyć, ale też wiadomo, z kim graliśmy" – przyznał.

 


Goście wystąpili m.in. bez kontuzjowanego Sama Deroo, a trener Andrea Gardini dał szansę kilku zmiennikom. Całe spotkanie rozegrał Rafał Buszek, który przyznał, że trudno było przyzwyczaić do niskiego sufitu w hali i innych piłek. Grano bowiem "moltenami", podczas, gdy w ekstraklasie obowiązują "mikasy".

"Rzadko gramy na tak małych halach, nie było terafleksu, graliśmy innymi piłkami. Mieliśmy z nimi tylko dwa treningi i czasami było widać, że dość asekuracyjnie przyjmowaliśmy zagrywkę, bo do końca nie wiadomo było, gdzie ona poleci. Dlatego mieliśmy trochę obaw przed tym spotkaniem” – mówił po spotkaniu reprezentant Polski.