Choć Juergen Klopp przyznał na konferencji prasowej, że losy tytułu zostały rozstrzygnięte, bo nie ma prawa dogonić Manchesteru City, to jednak niedzielne starcie zapowiadało się wybornie. W pierwszym spotkaniu tych drużyn kroczący pewnym krokiem po mistrzostwo Anglii "Obywatele" rozbili rywali aż 5:0! Wynik mógł być jednak mylący, bo przecież "The Reds" otrzymali czerwoną kartkę już w pierwszej połowie.

 

Do tego Manchester City nie wygrał na Anfield od 2003 roku! Statystki przemawiały za Liverpoolem, który musiał radzić sobie bez kontuzjowanego Virgila van Dijka. To jednak im nie przeszkadzało, bo w dziewiątej minucie świetną akcję przeprowadził Alex Oxlade-Chamberlain i precyzyjnym strzałem pokonał Edersona, choć faktem jest, że nie mógł zachować się nieco lepiej. Od tego momentu gospodarze oddali inicjatywę gościom, lecz przewaga nie była aż tak wyraźna. Bardzo szybcy Sadio Mane, Mohamed Salah i przede wszystkim Oxlade-Chamberlain bardzo często byli zagrożeniem w kontratakach.

 

Manchester City cierpliwie budował swoje akcje i został za to wynagrodzony jeszcze przed przerwą. Świetny przerzut Kyle'a Walkera trafił do Leroya Sane, który samym przyjęciem piłki zgubił Joe Gomeza, a następnie kapitalnie zwiódł go dryblingiem i mocnym uderzeniem zaskoczył Lorisa Kariusa.

 

Do przerwy był więc remis, a mało kto się spodziewał, że w drugiej połowie zobaczymy tak fatalnie dysponowanych gości! Mieli przecież pójść za ciosem, a tymczasem w odstępie dziewięciu minut stracili aż trzy błędy, popełniając jeszcze więcej błędów! Zaczęło się od kapitalnego zachowania Roberto Firmino, który przepchnął Johna Stonesa i piękną podcinką wyprowadził Liverpool na prowadzenie. Później Sadio Mane wykończył akcję po stracie Nicolasa Otamendiego, a na koniec złe wybicie Edersona poskutkowało cudownym uderzeniem z dystansu autorstwa Salaha.


Jeśli ktoś myślał, że to koniec emocji, to się grubo pomylił! W samej końcówce błędy popełniali już tylko gracze Liverpoolu. Najpierw ich opieszałość wykorzystał Bernardo Silva, a następnie Ilkay Gundogan. W ostatniej akcji meczu do wyrównania mógł doprowadzić Sergio Aguero, ale jego strzał trafił tylko w boczną siatkę. Chwilę później okazało się, że był też na spalonym...

 

Porażka 3:4 oznacza, że Manchester City nie powtórzy wyczynu Arsenalu z sezonu 2003/2004, kiedy to gracze Arsene'a Wengera nie zanotowali żadnej porażki. Dodatkowo "Obywatele" po stracie czterech trafień nie pobiją rekordu Chelsea, jeśli chodzi o najmniej straconych goli w sezonie. Piłkarze Guardioli mają ich już 17, a "The Blues" stracili wtedy zaledwie 15 bramek.

 

Liverpool - Manchester City 4:3 (1:1)

 

Bramki: Oxlade-Chamberlain 9, Firmino 59, Mane 61, Salah 68 - Sane 40, Bernardo Silva 84, Gundogan 90+1.

 

Liverpool: Karius - Gomez, Matip, Lovren, Robertson - Can (79 Milner), Wijnaldum - Oxlade-Chamberlain, Salah (88 Lallana), Mane (90+4 Klavan) - Firmino.

 

Manchester City: Ederson - Walker, Stones, Otamendi, Delph (31 Danilo) - De Bruyne, Fernandinho, Gundogan - Sterling (71 Bernardo Silva), Aguero, Sane.

 

Żółte kartki: Firmino, Milner - Otamendi, Sterling, Fernandinho.