Jak nie wracać z podkulonym ogonem. Dlaczego Wolski znów powinien zagrać w Legii

Piłka nożna
Jak nie wracać z podkulonym ogonem. Dlaczego Wolski znów powinien zagrać w Legii
fot. CyfraSport

Po sezonie 2011/2012 byłem w stanie założyć się o duże pieniądze, że 19-letni pomocnik Legii Warszawa Rafał Wolski będzie przynajmniej przez dekadę jednym z trzech, czterech najlepszych polskich piłkarzy. Gdybym to zrobił, byłbym bankrutem. Po sześciu latach na początku 2018 roku o Wolskim jest głośno... Z jakiegoś powodu 11 drużyna w tabeli, czyli Lechia Gdańsk nie zabrała go na zgrupowanie do Turcji.

Kiedy nastoletni jeszcze pomocnik zadziwiał swoją techniką, kontrolą nad piłką, precyzyjnymi podaniami na kilkadziesiąt metrów i generalnie umiejętnościami, które wyróżniały go w Ekstraklasie (30 meczów, 6 goli) wydawało się oczywiste, że mamy do czynienia z talentem jakiego na jego pozycji nie było w Polsce od lat. Franciszek Smuda powołał go do kadry na Euro 2012, a chwilę później Fiorentina zdecydowała się zapłacić Legii blisko trzy miliony euro, mimo tego, że był kontuzjowany (w tamtym czasie taka kwota za zawodnika polskiej ekstraklasy robiła wrażenie). Włosi porównywali go do Mario Goetze, a ówczesny menedżer Rafała Cezary Kucharski zapewniał, że razem z innym jego klientem Robertem Lewandowskim stworzą fantastyczny duet w reprezentacji na lata.
 
Niby 25-letni dziś zawodnik z „Lewym” kilka razy w kadrze zagrał, ostatnio wbił nawet gola Armenii wchodząc jako zmiennik w eliminacjach mistrzostw świata... W przypadku wielu innych zawodników można by nawet stwierdzić patrząc na przebieg jego kariery, że rozwija się w miarę prawidłowo. Nie przebił się we Włoszech i Belgii (jak wielu), ale jak wrócił do Wisły Kraków, a później przeszedł do Lechii to spisywał się bardzo przyzwoicie. Ma szansę pojechać na mundial do Rosji. Coś tu jednak w jego przypadku nie gra. Niedosyt to chyba najlepsze słowo. Przecież to miała być petarda. Nie dwudziesty zawodnik kadry, będący w tzw. kręgu zainteresowań selekcjonera, ale jeden z pierwszych, nasza gwiazda.
 
Pewnie Rafał powie, że te kilka lat za granicą wiele go nauczyło, że dojrzał, zrozumiał, a nawet z ławki rezerwowych w dobrym zachodnim klubie można sporo skorzystać, dobrze zarobić itp. Coś mi się jednak wydaje, że te przenosiny do Fiorentiny przed laty były przedwczesne. Że to był mega błąd. Trzeba było jeszcze te parę sezonów pograć w Legii, coś realnie osiągnąć i dopiero wówczas ruszać w świat. Tak jak zrobili to wyjeżdżając z Polski wcale nie natychmiast choćby Robert Lewandowski czy Kuba Błaszczykowski. Legia też mogła mieć z niego pożytek na dłużej, a nie te kilka milionów, które błyskawicznie się rozeszły.
 
Dziś słyszymy, że Wolski może do Legii wrócić. Mimo wszystko jednak ewidentnie niespełniony. I wydaje się, że byłoby to znakomite rozwiązanie. I dla Legii i dla zawodnika. Zebranie kilku dawnych graczy, którzy kiedyś tu grali i mieliby rozpoczętą robotę do dokończenia to jest lepszy sposób na reformę drużyny niż ściąganie emerytów z dużymi nazwiskami, którzy chcą w Warszawie odciąć kupony od dawnej sławy. Kilku takich, którzy potrzebują pomocy i sami mogliby pomóc pewnie by się znalazło (kłopoty w swoich zagranicznych klubach mają choćby Żyro czy Bielik).
 
Jednocześnie przykład Wolskiego to memento dla obecnych młodych zawodników, którzy są na fali i razem z menedżerami już przebierają nogami, aby wyjeżdżać z Polski (choćby ci z Górnika Zabrze, którzy jeszcze nie skończyli udanego na razie pierwszego sezonu po powrocie do ekstraklasy). Jak mówił był trener naszych młodzieżówek Marcin Dorna: tak szybki wyjazd to najczęściej pierwszy krok w drodze do powrotu. I jeszcze pół biedy, jeśli bez podkulonego ogona...
Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze