Niemalże cały ostatni rok Conor McGregor poświęcił na promocję swojej bokserskiej superwalki z Floydem Mayweatherem Jr, a ostatnio miał nawet problemy z mafią - jednym zdaniem robił wszystko, tylko nie to, z czym wiąże go kontrakt w UFC. Co nie było zaskoczeniem, "Notorious" przegrał walkę z jednym z najlepszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe. 
 
Irlandczyk, który był w posiadaniu nawet dwóch pasów mistrzowskich organizacji po raz ostatni wystąpił 12 listopada 2016 roku, gdy pokonał Eddiego Alvareza (29-5-1, 16 KO, 7 sub) na UFC 205. Swój powrót do oktagonu zapowiedział na wrzesień tego roku, ale włodarzom UFC kończy się cierpliwość do jego osoby. Głos w tej sprawie zabrał Dana White:
Jeśli wróciłby do oktagonu we wrześniu, byłyby to prawie dwa lata bez walki. To nie może się wydarzyć, to nie jest fair w stosunku do innych zawodników. Kocham Conora i mam do niego wielki respekt. Szanuję to, co zrobił dla UFC, ciągle to powtarzam. Jednak pas mistrzowski nie może leżeć i się kurzyć.
Impas McGregora powstrzymuje świetnych wojowników wagi lekkiej. Chętni do pasa mistrzowskiego są znakomici Khabib Nurmagomedov (25-0, 8 KO, 8 SUB) i Tony Ferguson (23-3, 10 KO, 8 SUB). 
 
Wszystko wskazuje więc na to, że UFC będzie zmuszone odebrać McGregorowi pas mistrzowski, a zapowiadana od dawna hitowa walka (Nurmagomedov nie przegrał żadnej walki w zawodowej karierze, Ferguson jest niepokonany od 10 pojedynków) ma być starciem o zwakowany tytuł mistrza wagi lekkiej. Ferguson jest przecież w posiadaniu pasa tymczasowego.
 
Mówiło się, że wspomniany pojedynek może odbyć się już na gali z numerkiem 223 zaplanowanej na 7 kwietnia w Nowym Jorku.