Velasquez jest zawodnikiem tak samo genialnym, jak i pechowym. Kiedy wygrywał swoje walki, to nigdy nie było w tym przypadku. Przez wielu jest uważany za najlepszego zawodnika wagi ciężkiej w historii, który miał wyjątkowego pecha do urazów. To właśnie kontuzje zniszczyły go bardziej niż nokaut Juniora dos Santosa (18-5, 12 KO, 2 SUB) czy poddanie przez Fabricio Werduma (23-7-1, 6 KO, 11 SUB).

 

Na początku 2017 roku - po tym, jak przeszedł operację pleców - wydawało się, że powrót jest kwestią czasu. Niestety, mimo tego, że zabieg nie miał być wyjątkowo skomplikowany, Velasquez trenował bardzo rzadko, nie chcąc niepotrzebnie ryzykować odnowieniem urazu. Javier Mendez, jego trener, liczył na dwa występu w ubiegłym roku - nie udało się doprowadzić do żadnego, więc wiele osób powoli traciło wiarę w powrót wielkiego mistrza.

 

Koniec 2017 roku przyniósł jednak iskierkę nadziei. Daniel Cormier (19-1-1NC, 6 KO, 6 SUB) - mistrz wagi półciężkiej, a także kolega klubowy - poinformował, że Velasquez wrócił do treningów i jest teraz mądrzejszy o niektóre zachowania z przeszłości. Chodzi głównie o brak cierpliwości i chęć jak najszybszego powrotu, co później kończyło się kolejną kontuzję i kolejnymi tygodniami przerwy.

- Będzie gotowy na dłuższą serię walk - powiedział.

 

Z kolei w poniedziałek Velasquez opublikował bardzo intrygujące zdjęcie tuż przed UFC Performance Institute, gdzie m.in. kontuzjowani zawodnicy mogą przejść odpowiednie badania czy też wyspecjalizowane treningi. Wszystko ozdobił cytatem z jednego z utworów amerykańskiego rapera LL Cool J. - Nie nazywaj tego powrotem - napisał.

A może to jednak będzie powrót?