Andrzej Fonfara: Powrót do sali treningowej Virgila Huntera jest spokojny, bez szaleństw, ale tutaj zawsze się coś dzieje. Do walki w  lutym w  San Antonio,  przygotowuje się Mario Barrios. Jest też ze mną prospekt wagi ciężkiej Virgila, druga walka zawodowa, ale niezły, niezły... Czekamy na Amira Khana, który też niedługo wyjdzie na ring. Dla mnie to tak naprawdę pierwszy tydzień treningów. Dopiero się rozkręcam, bo było pół roku przerwy.

Chyba koniecznej.

Chyba tak, bo jak się popatrzy na mój cykl treningów do walki o tytuł ze Stevensonem, to byłem prawie rok w takim treningowym sztosie. Nie wiem czy Stevenson nie był za szybko po Dawsonie. Praktycznie wróciłem po jedenastu tygodniach treningów i walce z Chadem do domu na dziesięć dni, zabrałem rodzinę na krótkie wakacje i wróciłem do treningów w Kalifornii. Bo jak się relaksowałem na Hawajach, to dostałem telefon, że jest walka o tytuł. Tego się się nie odmawia. Teraz musiałem odpocząć, tak mentalnie jak fizycznie. Były okazja nacieszyć się synem,  Święta, kończenie nowego domu – wiadomo. Teraz znowu jest ochota do trenowania, normalnego treningowego reżimu.

Nie było ze strony trenera namawiania, żebyś jednak został w wadze półciężkiej?

Nie, bo to była nasza wspólna decyzja. Powrót może będzie odrobinę później niż wstępnie planowano. Chyba kwiecień/maj i to w takiej pośredniej wadze, pomiędzy półciężką i junior ciężką, która jest cały czas docelowa.  Na rozruszanie. Teraz się nie ważyłem od razu po przylocie do Kalifornii... bo waga szła razem z samochodami z Chicago, w kontenerach. Na początek, moja superwaga pokazała, że mam  97,5 kilograma czyli nie jest tragicznie. Za dużo wody, ale waga powoli schodzi. Za miesiąc można zacząć pracę na maksa. 

„Andrzej, zrzuć parę kilogramów, dasz radę” – cytuję fanów.

Ja zawsze w takiej chwili pytam tych, którzy mówią „odstaw to i tamto, sprawa załatwiona” – a zrzucałeś kiedyś wagę, będąc na pełnym obciążeniu treningowym? Nie ma powrotu. Przed Stevensonem byłem na pełnym gazie, forma życia... ale do limitu półciężkiej brakowało prawie siedem kilogramów. To było wypruwanie żył żeby zrobić wagę na Dawsona w Nowym Jorku, wróciłem na sekundę i znowu to samo na Stevensona. Czasu na regenerację organizmu nie było zupełnie, energii też nie było. Robienie wagi to jest bardzo trudna część tego sportu. Ale jak widzisz, walczę dalej. Pozdrawiam kibiców - więcej konkretów już za kilka tygodni.