Był to pojedynek dwóch nadziei świata tenisa - Zverev ma 20 lat, a Chung jest o rok starszy. Niemiec pokazał się w tamtym sezonie z bardzo dobrej strony, wygrywając pięć turniejów i przez wielu ekspertów jest wskazywany jako zawodnik, który w przyszłości będzie zdobywał wielkoszlemowe tytuły. W sobotę jednak zatrzymał go 58. na światowej liście Azjata, który bezlitośnie punktował wyżej notowanego rywala w końcówce pojedynku.

 

W trakcie spotkania, mimo że była dopiero godz. 18 miejscowego czasu, Zverev domagał się włączenia oświetlenia. "Nic nie widzę" - narzekał Niemiec. Światło zostało zapalone, ale nic mu to nie pomogło. Gdy w ostatnim secie po raz drugi stracił podanie w złości rozwalił rakietę.

 

"To było trudne spotkanie. Starałem się po prostu dać z siebie 100 procent" - zaznaczył zwycięzca.

 

W tym roku w Melbourne na jego drodze stanęli obaj bracia Zverev. W pierwszej rundzie mierzył się ze starszym z klanu - Mischą. Ten skreczował w drugim secie przy stanie 6:2, 4:1 dla rywala z powodu choroby.

 

Chung został trzecim Koreańczykiem w historii, który awansował do 1/8 finału w Wielkim Szlemie. Sam dotychczas mógł się pochwalić trzecią rundą ostatniej edycji French Open. W Australian Open dotychczas najdalej - 12 miesięcy temu - udało mu się dotrzeć do drugiego etapu rywalizacji. O ćwierćfinał w Melbourne zagra z Serbem Novakiem Djokovicem lub Hiszpanem Albertem Ramosem-Vinolasem. Zverev raz dotarł do czołowej "16" w Wielkim Szlemie. Sukces ten zanotował w ubiegłorocznym Wimbledonie. W Australii poprzednio również odpadł w trzeciej rundzie.