30-letnia Kerber, która dwa lata temu sięgnęła w Australii po tytuł, a kilka miesięcy później triumfowała w US Open i została liderką światowego rankingu, poprzedni sezon miała słabszy. Obecny zaczęła imponująco - wygrała wszystkie cztery spotkania w Pucharze Hopmana, później zwyciężyła w turnieju w Sydney, a w Melbourne odprawiła już pięć rywalek.

 

Rywalizacja z finalistką ubiegłorocznego US Open od początku przebiegała pod dyktando trenującej w Puszczykowie pod Poznaniem Niemki. Jedynego gema w pierwszej partii oddała przy stanie 4:0. W drugiej prowadziła już 3:0 i wtedy na krótko straciła rytm oraz koncentrację. Keys (nr 17.) była lepsza w dwóch gemach, ale Kerber szybko opanowała sytuację w trzech kolejnych przegrała tylko trzy wymiany, kończąc mecz po 52 minutach gry.

 

"Skupiałam się na pojedynczych akcjach, wygrywaniu kolejnych punktów. Nie rozmyślałam ani o błędach, ani o udanych akcjach. Zagrałam po prostu swój tenis i jestem ogromnie szczęśliwa z awansu do półfinału. Od początku zmagań w Melbourne czuję się dobrze, forma dopisuje i oby tak dalej" - powiedziała Kerber tuż po zakończeniu spotkania na Rod Laver Arena.

 

Keys wyraźnie "leży" jej jako przeciwniczka. Niemka wygrała siedem z ich ośmiu potyczek, w tym m.in. na kortach Melbourne Park pięć lat temu. Niezależnie od końcowych rozstrzygnięć, Kerber wróci do czołowej "10" klasyfikacji WTA. "Nad tym też się za bardzo nie zastanawiam. Po prostu cieszę się grą, dobrze się bawię na korcie i to przynosi efekty" - dodała.

 

Wcześniej w pierwszej tegorocznej imprezie Wielkiego Szlema wyeliminowała m.in. Rosjankę Marię Szarapową i "pomściła" swoją przyjaciółkę Agnieszkę Radwańską, wygrywając z Su-Wei Hsieh. To właśnie z reprezentantką Tajwanu w 1/8 finału przegrała jedynego jak dotychczas seta.

 

Niemka jest jedyną triumfatorką wielkoszlemowego turnieju, która pozostała w stawce kobiecej rywalizacji. We wtorek do półfinału awansowały rozstawiona z "dwójką" Dunka polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki i Belgijka Elise Mertens.