Broniący tytułu stołeczni mają 35 punktów i do prowadzącej Barcelony tracą 19, mając do rozegrania jeszcze jedno zaległe spotkanie. Także ich sobotni rywal jest sklasyfikowany przed nimi - Valencia, która będzie gospodarzem meczu o 16.15, ma 40 punktów.

Po zaledwie dwóch zwycięstwach w ostatnich sześciu meczach licząc wszystkie rozgrywki, a także sensacyjnym odpadnięciu z Copa del Rey po porażce w dwumeczu z Leganes (1:0 na wyjeździe i 1:2 w rewanżu), pod coraz większą presją jest trener Zinedine Zidane.

- Ja ponoszę odpowiedzialność, bo to ja jestem szefem. Muszę znaleźć rozwiązanie. Biorę na siebie winę, bo kilka moich decyzji było nietrafionych, ale walczę dalej - powiedział francuski szkoleniowiec, cytowany w hiszpańskich mediach.

Real nie zdołał wygrać na stadionie Valencii - Mestalla - od 2013 roku. Od tego czasu poniósł tam dwie porażki 1:2 i raz zremisował 2:2.

- Najważniejsze jest to, że cały czas mamy pozytywne nastawienie. Ponieśliśmy klęskę, ale rok 2018 jeszcze się nie skończył. W sobotę czeka nas ważny mecz, a 14 lutego kolejny - dodał Zidane, mając na myśli rywalizację w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain. Champions League to realnie ostatnia szansa na sukces w tym sezonie.

"Marca" poinformowała, że włodarze stołecznego klubu szykują 300 milionów euro na letnie transfery. Według "El Mundo" Francuz może pozostać na stanowisku, nawet jeśli zakończy sezon bez żadnego trofeum, ale musiałby zaakceptować pomysł gruntownej przebudowy drużyny, czemu dotychczas był przeciwny.

W przeciwieństwie do "Królewskich", Valencia zdołała awansować do półfinału Pucharu Hiszpanii. Wyeliminowała ekipę Alaves po zaciętym dwumeczu - 2:1 u siebie, 1:2 w rewanżu i 3-2 w karnych.

W niedzielę o 20.45 Alaves zmierzy się na Camp Nou z prowadzącą w tabeli Barceloną. W ekipie gospodarzy może zadebiutować w La Liga Brazylijczyk Philippe Coutinho, sprowadzony w styczniu z Liverpoolu za co najmniej 120 mln euro. W czwartek pojawił się na boisku na ostatnie 23 minuty rewanżowego spokania ćwierćfinałowego w Pucharze Króla z lokalnym rywalem - Espanyolem. Faworyt wygrał 2:0 i awansował.

Wicelider Atletico Madryt, mający 11 punktów straty do "Dumy Katalonii", o 16.15 podejmie Las Palmas.