Niedzielne spotkanie od początku, ze względu na upał, toczyło się pod zasuniętym dachem nad kortem centralnym. Stres związany z wagą pojedynku wyraźnie sparaliżował w pierwszej odsłonie rozstawionego z "szóstką" Chorwata, który często się mylił. Wygranie tej odsłony zajęło Szwajcarowi zaledwie 24 minuty.

 

Wydawało się, że Federer szybko dokończy mecz i wygra cały turniej bez straty seta. Zaczął jednak notować kolejne podwójne błędy, do czego jego kibice nie są przyzwyczajeni. Zawodnik z Bałkanów w drugiej partii wybronił się kilka razy przed przełamaniem, a w tie-breaku pomagał sobie potężnym forhendem i doprowadził do wyrównania.

 

O zwycięstwie słynnego tenisisty z Bazylei w trzecim secie przesądził jeden "break", do którego doszło w szóstym gemie. Dobrze radził sobie też na początku kolejnej odsłony, w której prowadził już 3:1. Wówczas jednak znów przydarzył mu się słabszy okres w grze i przegrał pięć gemów z rzędu.

 

Przy stanie 4:3 dla przeciwnika odrobił stratę 15:40, ale po dłuższej walce na przewagi stracił podanie. Po kolejnych udanych akcjach Cilic mobilizował się, zaciskając dłoń w geście zwycięstwa.

 

W decydującej partii jednak Federer nie pozostawił złudzeń rywalowi, któremu trudy spotkania coraz bardziej dawały się we znaki. W ostatniej akcji piłka po zagraniu Szwajcara minimalnie dotknęła linii, co potwierdził system Hawk-Eye.

 

Wicelider światowego rankingu posłał 24 asy, a Cilic 16. Pierwszy z graczy miał 40 niewymuszonych błędów, drugi 64. Spotkanie trwało trzy godziny i trzy minuty. Był to 10. pojedynek tych tenisistów. Tylko raz lepszy był gracz z Bałkanów - w półfinale US Open cztery lata temu sensacyjnie wygrał w trzech setach. Poza tym w Wielkim Szlemie walczyli ze sobą jeszcze - nie licząc tego spotkania - trzykrotnie: w finale ubiegłorocznego Wimbledonu i ćwierćfinale edycji z 2016 roku oraz trzeciej rundzie US Open 2011.

 

Federer, odbierając pamiątkowy puchar, został nagrodzony owacją przez publiczność, której zdecydowana większość dopingowała w niedzielę właśnie jego. Wznosząc trofeum, utytułowany zawodnik popłakał się ze wzruszenia i pocałował je. Dwanaście miesięcy wcześniej też potrzebował pięciu setów, by wygrać australijski turniej. Wówczas pokonał po zaciętym spotkaniu Hiszpana Rafaela Nadala.

 

Mający 36 lat i 173 dni Szwajcar jest drugim spośród najstarszych singlistów, którzy wygrali imprezę wielkoszlemową w liczonej od 1968 roku Open Erze. W 1972 roku - także w Melbourne - z sukcesu cieszył się 37-letni wówczas reprezentant gospodarzy Ken Rosewall.

 

Tenisista z Bazylei w decydującym spotkaniu wielkoszlemowych zmagań zagrał po raz 30., a w Australii po raz siódmy. W całej karierze zwyciężył w 96 turniejach. Z 20 tytułów wielkoszlemowych sześć wywalczył na antypodach. Poza dwiema ostatnimi edycjami imprezy w Melbourne z sukcesu cieszył się też w latach: 2004, 2006, 2007, 2010.

 

Dzięki niedzielnemu triumfowi dołączył do prowadzących w klasyfikacji wielokrotnych zwycięzców Australian Open - reprezentanta gospodarzy Roya Emersona i Serba Novaka Djokovica.

 

Młodszy o siedem lat Cilic w Wielkim Szlemie triumfował raz - w US Open 2014. Jest pierwszym w historii reprezentantem Chorwacji, który zagrał w decydującym meczu turnieju w Melbourne. W finale wielkoszlemowych zawodów wystąpił zaś po raz trzeci.

 

Wynik finału gry pojedynczej mężczyzn:

Roger Federer (Szwajcaria, 2) - Marin Cilic (Chorwacja, 6) 6:2, 6:7 (5-7), 6:3, 3:6, 6:1.