- Sadzanie mnie na ławce rezerwowych to zupełnie jak mieć Ferrari i trzymać je w garażu zamiast nim jeździć - powiedział "PS" 26-letni napastnik. Sadiku rzeczywiście nie grał w Warszawie "od deski do deski". Zwykle wchodził na boisko z ławki jako zmiennik Jarosława Niezgody. Fakt przegranej o miejsce z niedoświadczonym 22-latkiem mógł być na pewno dla 31-krotnego reprezentanta Albanii i uczestnika Euro 2016 sporą ujmą na honorze.

Po przyjściu do Ekstraklasy Albańczyk założył sobie, że zdobędzie w sezonie 20 bramek. Podczas rundy jesiennej nie zbliżył się jednak znacząco do swojego celu - zakończył ją z dwoma bramkami w lidze. Jeśli idzie o wszystkie rozgrywki, zgromadził na koncie siedem goli i cztery asysty. Możliwe więc, że gdyby dostał w Ekstraklasie więcej szans i poczuł zaufanie trenera, dziś mówilibyśmy o nim jako o jednym z czołowych strzelców naszych sztandarowych rozgrywek. Tak się jednak nie stało.

Sadiku związał się z Levante kontraktem do czerwca 2020 roku. Zadebiutować w nowym klubie może już w sobotę i to w meczu przeciwko Realowi Madryt. - Jeszcze nie wiem, czy zagram - przyznaje w "PS". Dodajmy tylko, że ostatnie spotkanie w Ekstraklasie 26-latek rozegrał przeciwko Wiśle Płock. Teraz może stanąć oko w oko z jedną z najlepszym ekip świata. Znamienne.