Z topowych polskich sportowców prawdopodobnie nikt poza Radwańską tak często nie zmienia stref czasowych. Słynna tenisistka w sezonie występuje w Australii, Azji, Europie i Stanach Zjednoczonych.

- O aklimatyzację trudniej, gdy przemieszczamy się na wschód, bo skróceniu ulega cykl dobowy. Kiedy w Korei nastanie północ, w Europie będzie szesnasta. Przyjmuje się, że aklimatyzacja powinna przebiegać jeden dzień na każdą godzinę przesunięcia czasu. Z doświadczenia wiem, że sportowcy z dobrą kondycją znoszą ją lepiej niż zwykli ludzie, natomiast bardzo młodzi zawodnicy praktycznie nie mają z nią problemów - powiedział Guzowski.

Do tak dużej zmiany czasu można też się przygotować wcześniej.

- Istnieje kilka sztuczek. Przed wyjazdem można się starać kłaść spać wcześniej lub później, w zależności gdzie jedziemy. W samej podróży natomiast wskazany jest mały post. Na zegar biologiczny mają bowiem wpływ takie czynniki jak to, czy jest jasno czy ciemno, czy jesteśmy aktywni, czy leżymy. Podobnie działa kwestia żywienia, bo kiedy śpimy oczywiście nie jemy - dodał.

Już 1 lutego, czyli osiem dni przed ceremonią otwarcia, w Pjongczangu zameldowali się łyżwiarze szybcy. W kolejnych dniach dołączyli reprezentanci w saneczkarstwie, biathlonie, narciarstwie alpejskim oraz biegowym i bobsleiści.

- Moja koronna konkurencja zaplanowana jest na 13 lutego, więc zdecydowanie mam wystarczającą ilość czasu na odpowiednią aklimatyzację - podkreślił panczenista Zbigniew Bródka, który na 1500 m będzie bronił tytułu wywalczonego cztery lata temu w Soczi.

Natomiast niemal na ostatnią chwilę w Korei Południowej zjawili się skoczkowie narciarscy. Podopieczni trenera Stefana Horngachera wylądowali w Seulu we wtorek rano czasu miejscowego, a już w czwartek czekają ich kwalifikacje do sobotniego konkursu na obiekcie normalnym. Problemów z tego powodu jednak nie powinni mieć, bo zawody zaplanowano dopiero na godzinę 21.35 (13.35 czasu warszawskiego).

- Rano mogą się czuć słabo, ale z każdą godziną będzie coraz lepiej. Ich gospodarka hormonalna będzie bowiem jeszcze funkcjonowała zgodnie z europejską strefą czasową - uważa Guzowski.

Ten sam czynnik w pierwszym starcie pomoże biathlonistkom. Sobotni sprint rozpocznie się o 20.15.

W pełni zaaklimatyzowani skoczkowie będą już za to na zmagania na dużym obiekcie - indywidualne 17 lutego i drużynowe dwa dni później.

Inną drogę wybrała Justyna Kowalczyk. Ona ostatnie tygodnie spędziła w Kazachstanie, dzięki czemu po przyjeździe do Korei musi sobie radzić tylko z trzygodzinnym przesunięciem.