Rafał Hurkowski: Czym nas zaskoczy Studio Pjongczang?

Bartosz Heller: Najważniejszy punkt programu, od którego codziennie będziemy zaczynać, to oczywiście przegląd występów Polaków, ale nie zapomnimy też o bohaterach igrzysk ze światowego punktu widzenia. Będziemy się starali łączyć ze sportowcami i ekspertami przebywającymi na miejscu, wyciągać najświeższe informacje oraz ciekawostki. Liczymy też na kontakt z naszymi widzami, codziennie wybierając na przykład tweeta dnia. Poza tym będzie sporo niespodzianek, o których oczywiście nie powiem ani słowa.

Jakich gości możemy się spodziewać?

Mamy znakomitych prowadzących, więc i goście będą z najwyższej półki. Codziennie będzie ich trzech lub nawet czterech. Ta lista oczywiście się tworzy, ale mogę już wymienić parę nazwisk na pierwsze dni. Odwiedzą nas była biathlonistka i nasza komentatorka Magdalena Grzywa, publicysta i dziennikarz sportowy Andrzej Person, doskonale znany polskim skoczkom i siatkarzom trener przygotowania mentalnego Jakub Bączek czy też Olaf Lubaszenko. W piątek, czyli w dniu otwarcia igrzysk, przyjedzie do nas ambasador Korei Południowej w Polsce Sung Joo Choi, co zapowiada ciekawą rozmowę.

Jeśli idzie o zimowe igrzyska olimpijskie, jest pan dość doświadczonym dziennikarzem. Przez prawie 20 lat pracował pan w końcu w TVP. No właśnie, nie miał pan problemu z odnalezieniem się w nowej redakcji?

Absolutnie problemu nie miałem. Jednak przychodząc do Polsatu na początku października, nie spodziewałem się, że będę odgrywał tak ważną rolę przy zimowych igrzyskach olimpijskich. Nie przypuszczałem, że Polsat tak mocno się w nie zaangażuje. Bardzo miłe zaskoczenie. Znów jestem na pierwszym froncie pracy przy igrzyskach.

Przy ilu zimowych igrzyskach pan pracował?

Miałem tę przyjemność być na czterech: w Salt Lake City (2002), Turynie (2006), Vancouver (2010) i Soczi (2014).

Które wspomina pan najlepiej?

Myślę, że te w Salt Lake City z uwagi na wyjątkowe miejsce, jakim jest stan Utah i tamtejsza mormońska społeczność. Poza tym te pierwsze igrzyska człowiek zwykle przeżywa najbardziej, a jak jeszcze Adam Małysz sięga po medale, to rzeczywiście pamięta się je do końca życia. Pamiętam, że dostałem wtedy od wodza Indian płytkę CD z danymi dotyczącymi jego plemienia... To był dla mnie szok. Takie czasy, że w tym cyfrowym świecie odnajdują się nawet Indiane. Teraz najważniejsze są jednak igrzyska w Pjongczangu, a to dlatego, że pierwsze w Polsacie.

A z kim łączy pan największe nadzieje medalowe?

Niestety nie będę oryginalny - podobnie jak znakomita większość ekspertów, liczę głównie na naszych skoczków. Ale jakoś tak podskórnie czuję, że doczekamy się jakichś niespodzianek.

Rozumiem, że Kamil Stoch obroni mistrzostwa olimpijskie?

Tego nie wie nikt, ale uważam, że najpewniejsi możemy być medalu dla naszych skoczków w konkursie drużynowym. Nie wiem co prawda jakiego koloru, ale jeśli miałbym stawiać, to właśnie na naszą eskadrę.