Sytuacja ekipy Grzegorza Krychowiaka nie jest jeszcze tragiczna, bo do bezpiecznego miejsca strata wynosi siedem punktów, ale jeśli gra będzie wyglądała, tak jak w trzech ostatnich meczach, to nawet cud nie będzie w stanie jej uratować. W najbliższej kolejce - czyli 24 lutego - WBA zagra u siebie z Huddersfield i będzie musiało wywalczyć pełną pulę. W sobotę natomiast czeka ich starcie w Pucharze Anglii z Southampton.

 

Trener Alan Pardew postanowił nieco rozluźnić atmosferę w klubie i zabrał piłkarzy do Barcelony na krótki odpoczynek oraz oczywiście trening. Nie wszystko poszło jednak po jego myśli, bo niektórzy oczywiście potrafili się wyluzować, ale w pewnym momencie granica została przekroczona...

 

"Telegraph" poinformował bowiem o tym, że czterech pijanych piłkarzy West Bromwich Albion odjechało... taksówką z popularnej sieci fastfoodowej. Po tym, jak dojechali do swojego pięciogwiazdkowego hotelu, porzucili pojazd i jak gdyby nigdy nic udali się do swoich łóżek.

 

- Piłkarze pojechali do Port Olimpic, ale zobaczyli, że wszystko jest zamknięte, co jest normalne w środku tygodnia. Postanowili więc wziąć taksówkę, ale jakimś cudem zostawili samochód bez kierowcy! Recepcjonistka w hotelu zadzwoniła na policję, kiedy zobaczyła, że pojazd został pozostawiony bez opieki. Czterech piłkarzy, którzy dostali się do hotelu tamtą taksówką, zostało zabranych na komisariat - poinformował przedstawiciel Mossos d’Esquadra, katalońskiej policji.

 

West Bromwich Albion wydał już oficjalny komunikat w tej sprawie.

 

- Klub może potwierdzić, że czterech piłkarzy było zamieszanych w incydent w środku tygodnia podczas wyprawy do Barcelony. Klub wszczął własne dochodzenie w tej sprawie, a piłkarze będą podlegać pełnym rygorom naszych wewnętrznych dyscyplinarnych procedur. Klub nie będzie komentował tej sprawy, aż do jej wyjaśnienia - czytamy.

Piłkarze, którzy mieli wziąć udział w tym incydencie, to Gareth Barry, Jake Livermore, Jonny Evans oraz Boaz Myhill.