Niespełna 37-latek urodził się w Meksyku, ale na stałe mieszka w Phoenix. Wkrótce kończy mu się wiza, a jedyną szansą na jej przedłużenie było zdobycie mistrzowskiego pasa. Specjalne pozwolenie na pobyt na terenie USA mają bowiem osoby z wyjątkowymi osiągnięciami. Tak więc pojedynek z Mosesem był dla Beltrana walką o wszystko.

 

W pierwszej rundzie to Meksykanin dyktował warunki, jednak już w drugiej odsłonie pojedynku rywal wyprowadził bardzo dobrą serię ciosów, po której nogi mogły ugiąć się pod Beltranem. Ten jednak nie odniósł większych obrażeń.

 

Ciekawie zrobiło się w piątej partii, obaj bowiem otrzymali po mocnym uderzeniu, prawy podbródkowy Namibijczyka zachwiał 36-latkiem, który musiał aż przykucnąć. Nie był jednak liczony. Beltran z czasem słabł, ale ambitnie punktował przeciwnika. W przedostatniej rundzie otrzymał kilka mocnych ciosów i zaczął coraz bardziej krwawić. Wykrzesał ostatnie siły, zapunktował w ostatniej odsłonie i ostatecznie wygrał. Sędziowie punktowali 116:112 i dwa razy 117:111. Może nieco za bardzo docenili Meksykanina, który mimo wszystko wygrał zasłużenie.

 

Teraz zapewne coraz głośniej będzie się mówiło o ewentualnym pojedynku Beltrana z Wasylem Łomaczenką. Ukrainiec musi przejść do kategorii wyżej, ale w starciu z siedem lat starszym rywalem i tak byłby faworytem.

 

Dla Beltrana była to czwarta walka o mistrzostwo świata. Wszystkie trzy wcześniejsze pojedynki, z Ricky Burnsem, Terencem Crawfordem i Jonathanem Maicelo, przegrał.