"Przed Adamem Bieleckim i Denisem Urubko duże wyzwanie - Czarna Piramida. To bardzo wymagający odcinek. Ich celem jest założenie obozu trzeciego na wysokości około 7300 m. Janusz Gołąb i Maciej Bedrejczuk idą w kierunku dwójki. Trzeba przenieść drugi namiot trochę wyżej, na 6700 pod Komin Housa, bo stał za nisko. Do bazy wysuniętej, oddalonej od głównej o prawie dwie godziny marszu wyruszą dziś Marcin Kaczkan i Dariusz Załuski" - poinformował Wielicki.

 

W bazie - poza kierownikiem - pozostaną Marek Chmielarski, Artur Małek, Piotr Snopczyński i Piotr Tomala.

 

"Wszyscy żyjemy już emocjami jakie dostarczą nam w jeszcze większej dawce nasi skoczkowie w drużynowym konkursie olimpijskim. Natomiast kolegom pracującym na górze będziemy przekazywali na bieżąco wiadomości z Pjongczangu. Myślę, że w porze transmisji będą już w namiotach" - dodał pochodzący z wioski Szklarka Przygodzicka koło Ostrzeszowa 68-letni Wielicki.

 

A jak będzie w bazie głównej? "Wzniesiemy toast za medal... krówkami, bowiem napoju bogów już nie mamy. Biały winem, które ktoś z zakamarków wyciągnął, i tortem upieczonym przez pakistańskiego kucharza Mosina, świętowaliśmy złoto Kamila Stocha" - odparł piąty człowiek na Ziemi, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum (wszystkie 14 ośmiotysięczniki).

 

Uszczupliła się również ekipa pakistańskich tragarzy wysokościowych, kibicująca polskim skoczkom narciarskim. Z bazy wyszło czterech hapsów, aby zebrać pozostawiony sprzęt na drodze Basków, którą pierwotnie mieli się wspinać uczestnicy narodowej wyprawy. Po urazach od uderzeń spadającymi kamieniami, jakich doznali Bielecki i Rafał Fronia, który musiał powrócić do kraju, Wielicki podjął decyzję o zmianie wariantu wspinaczki na klasyczną drogę prowadzącą przez Żebro Abruzzi.