Łukasz Kadziewicz: Fabian Majcherski – nowa, wschodząca gwiazda na pozycji libero. Dobrze powiedziałem?

 

Fabian Majcherski: Myślę, że nie. Póki co muszę się wiele nauczyć, żeby się wspiąć na ten szczyt. Wszystko małymi kroczkami. Ja się cieszę, że mogłem się pokazać na turnieju finałowym Pucharu Polski. Myślę, że dobrze zagrałem. Zostałem doceniony i się bardzo cieszę.

 

Rozmawiałem z Piotrem Gackiem i on mówił mi, że już od dłuższego czasu trenowałeś z pierwszą drużyną. Miałeś jakieś założenia, że chciałbyś wystąpić w dwóch, trzech, pięciu, dziesięciu spotkaniach?

 

Na początku wiedziałem, że będę drugim libero. Oczywiście, miałem taki plan, żeby zagrać kilka meczów, żeby choć trochę ograć się w tej seniorskiej siatkówce. Na razie mi się to udaje. Wystąpiłem bodaj w pięciu czy sześciu meczach, z czego jestem zadowolony.

 

Jak relacje z kolegą na pozycji?

 

Z Maćkiem Olenderkiem? Bardzo dobre. Między nami nie ma żadnych sporów. Jest zdrowa, sportowa rywalizacja, ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu możemy podnosić swoje sportowe umiejętności. Oby tak do końca sezonu.

 

Czułeś, że Maciek podszedł i tak szczerze pogratulował po finale Pucharu Polski dobrze wykonanej roboty?

 

Moje odczucia są takie, że to było szczere. Ale nie mam pojęcia, jak to naprawdę było. Między mną, a Maćkiem są fajne relacje i bardzo się lubimy.

 

Wchodzisz do zespołu, który ma mocne nazwiska: Piotr Nowakowski, Mateusz Mika, Damian Schulz, TJ Sanders... To jest ekipa do grania. Wychodzisz na mecz i co mówisz? "Mikuś w lewo, Szalupa w prawo"? Tak to wygląda?

 

Jako dzieciak oglądałem ich w telewizji. Piotrka Nowakowskiego, czy Mikusia... Na początku to było dla mnie zaskoczenie, że mogę z nimi zagrać. Potem się trochę z tym oswoiłem i teraz rozmawiam z nimi normalnie, jak ze znajomymi.

 

A jak stoicie na boisku, kto mówi "gramy na prawą rękę" czy "gramy na lewą rękę"?

 

Od tego jest libero.

 

I się słuchają?

 

Muszą. Jak się nie będą słuchać, to pożałują (śmiech).

 

Koledzy kazali mi się zapytać, czy nie odleciałeś? Czy agenci sportowi nie dzwonią już, że mają nowy kontrakt, propozycję byś poszedł do zespołu, który miałby ochotę na taki powiew świeżości, który pojawił się na rynku?

 

Na razie nie było takich telefonów. Póki co w Gdańsku jest mi na tyle dobrze, że chcę tu zostać jak najdłużej. Chcę się tu rozwijać, bo to dobre miejsce do rozwoju umiejętności, super otoczenie i świetny szkoleniowiec Andrea Anastasi.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.