W eliminacjach Król uzyskała dziesiąty wynik i w 1/8 finału przyszło jej rywalizować z siódmą Szwajcarką Julie Zogg. Zawodniczki często wspólnie trenują. - Znamy się jak łyse konie, więc wiedziałam, że mogę z nią wygrać. W środku trasy musiałam zaryzykować, bo byłam minimalnie za nią. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, ale mnie się to dziś nie opłaciło. Popełniłam błąd i później już nie miałam gdzie go naprawić - przyznała zawodniczka Klubu Sportowego F2 Dawidek Team.pl Zakopane.

 

27-latka w igrzyskach debiutowała cztery lata temu w Soczi. Wówczas giganta nie ukończyła, a w slalomie, którego nie ma obecnie w programie, była 30. - Wiem, że jeszcze nie osiągnęłam swojego maksimum. Chciałabym regularnie kończyć zawody w najlepszej szesnastce. Czeka mnie dużo pracy, ale wierzę, że za cztery lata w Pekinie będę gotowa, aby walczyć o więcej. Dzisiejszy wynik to dobry prognostyk - podsumowała.

 

W sobotę do historii przeszła Ester Ledecka. Czeszka została pierwszą sportsmenką, która w zimowych igrzyskach zdobyła złote medale w dwóch dyscyplinach. Wcześniej triumfowała w narciarskim supergigancie. - To niesamowita zawodniczka, bardzo skupiona. Prywatnie jej nie znam, bo jest dość zamkniętą osobą. Nie wyobrażam sobie na poziomie wyczynowym łączyć snowboard z nartami. Jako dziecko jeździłam na nartach, ale obecnie zwyczajnie nie dałabym rady dobrze na nich zjechać. Tym większe robi na mnie wrażenie jej wyczyn - podkreśliła Król.

 

Mistrzyni ubiegłorocznej Uniwersjady była jedyną Polką, która awansowała do fazy pucharowej. Wcześniej odpadły Weronika Biela i Karolina Sztokfisz (obie AZS Zakopane), które zajęły 24. i 29. miejsce.