19-letni golkiper znakomicie zaprezentował się w starciu z wicemistrzami świata, Rosjanami. To głównie dzięki niemu Polacy wywalczyli cenny remis 1:1. Kałuża obronił 19 strzałów rywali i był na ustach zagranicznych mediów. Utalentowany bramkarz po zakończonym Euro wrócił do ligowej rzeczywistości i w piątek 23 lutego wystąpił gościnnie w barwach drugoligowych rezerw Rekordu Bielsko-Biała (trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce) w Częstochowie przeciwko tamtejszemu WLKS Kmicicowi. Reprezentant Polski zrobił różnicę na parkiecie i walnie przyczynił się do zwycięstwa 9:4, co zapewniło jego drużynie triumf w tych rozgrywkach.
 
Krystian Natoński: Znowu zostałeś jednym z bohaterów, ale tym razem nie na mistrzostwach Europy, a w rozgrywkach drugiej ligi, gdzie jako bramkarz Rekordu wzmocniłeś zespół rezerw.
 
Michał Kałuża: Przyjechaliśmy dość wzmocnioną ekipą z ekstraklasy po trzy punkty. Gdziekolwiek Rekord się nie pojawia, to zawsze gra na sto procent. Można tak powiedzieć, że zepsuliśmy święto gospodarzom, ale my też graliśmy o pierwsze miejsce w tej lidze.
 
Twoje pojawienie się w drugiej drużynie Rekordu musiało być dużym zaskoczeniem dla rywali. Jeszcze niedawno oglądali twoje popisy w reprezentacji Polski na Euro, a teraz musieli zmierzyć się z tobą na parkiecie.
 
Tak też ułożył się terminarz w ekstraklasie, że mogliśmy przyjechać z młodym, ale już doświadczonym zespołem – czy to na parkietach ekstraklasy lub na młodzieżowych mistrzostwach. Nieskromnie powiem, że nie wypadało tutaj nie wygrać. To nie ma znaczenia, że akurat są to rozgrywki drugoligowe. Rekord walczył w tym meczu o zwycięstwo w drugiej lidze i dostaliśmy polecenie od zarządu, aby wzmocnić zespół i pomóc w realizacji tego celu. Udało się i jesteśmy zadowoleni, chociaż trzeba przyznać, że rywale zaprezentowali się dobrze, widać było u nich zalążki futsalu, co nie zawsze się zdarza nawet na poziomie pierwszej ligi lub ekstraklasy. Być może w przyszłym roku zespół z Częstochowy może powalczyć o awans, czego im serdecznie życzę.
 
Cofnijmy się pamięcią do niedawno zakończonych rozgrywek mistrzostw Europy w futsalu. Zdążyłeś już ochłonąć po tym turnieju?
 
To było super przeżycie dla nas wszystkich. Ja oraz cały zespół byliśmy debiutantami na tego typu imprezie, także było to dla nas bardzo duże wydarzenie. Przygotowaliśmy się do tego bardzo długo i wreszcie udało się uzyskać ten upragniony awans.
 
Mimo, że nie wyszliście z grupy, to jednak pokazaliście się z dobrej strony, zwłaszcza ty, który kapitalnie zagrałeś z Rosjanami.
 
Na pewno ten wynik mógł być lepszy, szczególnie po tym meczu z Rosją, który rozbudził nasze apetyty. Myśleliśmy, że skoro udało się z Rosjanami, to czemu nie możemy tego powtórzyć z Kazachami. Tutaj towarzyszy na pewno taki lekki niedosyt, mimo że osiągnęliśmy naprawdę niezły rezultat, którego nikt od nas nie oczekiwał. Także teraz pozostaje tylko pracować dalej i liczyć na cykliczne pojawianie się w imprezach tego typu.
 
Sądzisz, że niedługo futsal w Polsce będzie mógł być tak popularny jak siatkówka i piłka ręczna? Zwłaszcza w przypadku tej drugiej dyscypliny zrobiło się o niej głośno po sukcesie kadry na mistrzostwach świata.
 
Myślę, że takie wydarzenia, takie wyniki jak ten z Rosją jedynie napędzają ten futsal, który idzie powoli, ale cały czas do przodu. Między innymi też dlatego gramy, czy to w reprezentacji, czy też w klubach, żeby ten futsal szedł do przodu i żeby robić dla niego jak najlepiej. Miejmy nadzieję, że pojawią się większe sukcesy aniżeli będziemy cieszyć się tylko z remisu, który można powiedzieć, że nic nam nie dał, a traktowaliśmy go jak naprawdę duży sukces. Myślę, że w końcu wskoczymy na taki poziom, że takie spotkania będą dla nas normalnością.
 
Po tym remisie z Rosją zrobiło się o was naprawdę głośno. Kibice mogli oglądać wasze poczynania za pośrednictwem Polsatu Sport i zainteresowanie było spore.
 
Dokładnie. Myślę, że jest progres, co prawda niewielki, ale właśnie po takich pojedynczych sukcesach ten progres jest znacznie zauważalny, co m.in. pokazała też oglądalność w Polsacie Sport, gdzie zwiększyła się diametralnie po pierwszym meczu. Oby więcej takich sukcesów, takich pojedynczych dobrych rezultatów i myślę, że ten futsal kiedyś będzie dyscypliną rozpoznawalną i szanowaną.