Bożena Pieczko: Volleyball Your Way - powiedz nam coś o tym programie i celach swojej wizyty?

 

Vladimir Grbić: Volleyball Your Way to program, który powstał kilka lat temu w światowej federacji. Zasiadam w komisji rozwoju siatkówki od 2006 roku, więc moim celem było i wciąż jest przyciągnięcie jak największej liczby osób do siatkówki poprzez rózne wydarzenia, promowanie, a także rozprzestrzenianie filozofii tego sportu na całym świecie. Będziemy pracować z dziećmi nad ich rozwojem, elastycznością, fizycznością, a także rozwojem siły, prędkości i odporności, więc będziemy w stanie śledzić rozwój dziecka i dobierać mu odpowiednią liczbę i intensywność ćwiczeń do wieku i tego, czego akurat potrzebują. To nie będzie oznaczało, że każdy jest taki sam i wszyscy będą robić to samo. Będzie pracować nad tym, nad czym akurat powinno pracować. Specjalni trenerzy będą nad tym wszystkim czuwać. Wszystko będziemy robić z myślą o dzieciach. Na ten program składają się zajęcia z atletyki, gimnastyki, rytmiki, tańca, podstaw gry i przygotowanie do sportu - piłki nożnej i siatkówki, których celem będzie nie wynik, a radość z gry.

Macie jedną z najlepszych reprezentacji świata z wieloma młodymi i utalentowanymi graczami. Większość z nich już na początku kariery zdecydowała się na grę poza Serbią. Jak to jest, skoro nie macie najmocniejszej ligi, a Wasi gracze są jednak rozchwytywani przez czołowe kluby?

Powiedzmy, że to przekleństwo... Przed laty wyglądało to podobnie w przypadku mojego pokolenia. To stało się pewnego rodzaju tradycją. Niestety w Serbii nie mamy zbyt dobrego systemu finansowania sportu, więc bez pieniędzy kluby walczą o przetrwanie, a wielu młodych siatkarzy musi wyjechać, by przeżyć w sporcie. Wielu graczy decyduje się na przyjazd do Polski, Włoch, Brazylii, Niemiec, gdziekolwiek - szukając przyszłości. Dla przykładu - Atanasijević w Skrze siedział na ławce, bo najzwyczajniej w świecie nie miał innej opcji, by gdzieś grać. Teraz mamy większosć graczy poza krajem. Dla federacji to bardzo dobra wiadomość, bo czerpie pieniądze z transferów. Z drugiej strony rozgrywki w Serbii są bardzo słabe. Grają w niej głównie osiemnastolatkowie, a co za tym idzie nie jest to interesujące dla telewizji, sponsorów. Dla nikogo. Zderzamy się z tą sytuacją od mniej więcej 15 lat. Nie zmieni się to tak długo, aż nie zmieni się system finansowania sportu w Serbii. Grałem w Japonii, Rosji, Włoszech, Turcji i Grecji poza grą w Serbii oczywiście. Zacząłem profesjonalną przygodę ze sportem w Vojvodinie Nowy Sad w 1988 roku, potem przeszedłem do Zagrzebia, a następnie wróciłem do Vojvodiny. Moim pierwszym profesjonalnym trenerem był polski trener - Leszek Dorosz. Spędziłem 21 lat krążąc po świecie. Widziałem wiele sytuacji. Wierzę, że polscy gracze w PlusLidze mają szansę mierzyć się z najlepszymi graczami, pracować z najlepszymi trenerami, a co za tym idzie - przyszłość polska siatkówka - ma zagwarantowaną.

Mamy silną ligę, ale czy mimo wszystko polscy młodzi gracze nie powinni próbować zmieniać otoczenia? Zmieniać ligi? Szczególnie, gdy w klubach dostaną niezłe pieniądze i mają wszystko czego potrzeba?

Zadałaś podchwytliwe pytanie, więc ja udzielę podchwytliwej odpowiedzi. Gdy ktoś jest leniwy, bo ma wszystko i niczego mu nie brakuje...  Trzeba pamiętać o jednym - jeśli nasze dziecko będzie miało wszystko - dobre buty, jeansy, będzie dostawać pieniądze - to nie będzie głodne sukcesu. Nie będzie potrzebować walczyć o te dobra. To, co sprawiło, że jestem tu gdzie jestem i osiągnąłem to, co osiągnąłem, to był właśnie ten głód. Wychowałem się na wsi. Grałem na betonie, z dziurami w siatce, jakąś balonową piłką, bez butów. Starałem się jednak rozwijać, doskonalić i udowodnić, że mogę odnieść sukces.

Czyli wszystko tkwi w głowie?

Wszystko. Możesz nauczyć niedźwiedzia jazdy na rowerze, możesz nauczyć słonia grać w piłkę. Wszystko jest możliwe. Jednak to, co robi różnicę i naprawdę się liczy - to to, co masz w głowie i w sercu. Nic innego się nie liczy.

W latach 70-80 polscy trenerzy uczyli włochów siatkówki. Andrea Anastasi uczył się chociażby od Macieja Tyborowskiego w Sisleyu. Ale teraz role się odwróciły a w PlusLidze w czołowej ósemce tylko jeden klubu prowadzi Polak. Wiesz kto?

Czekaj, czekaj... ten klub to Rzeszów?

Tak. I Andrzej Kowal.

Oglądałem ich w Nowym Sadzie. Ale na początku tam był Serniotti. Mogę powiedzieć, że Skiba i wielu innych trenerów wyszkoliło wielu graczy we Włoszech. Jednak, gdy się nie rozwijasz inni idą wyżej. Miałem taki wykład w Holandii, gdzie mówiłem o rozwoju własnego warszatu, jak pracować z młodzieżą, jak pracować z siatkarzami i pomóc im w rozumieniu tego, co mają robić. Wyjaśniałem im na przykładzie pracy z Sellingerem przed wieloma laty. Wszystko jednak poszło do przodu. Nie można obawiać się zmian.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.